poniedziałek, 5 maja 2014
Zawieszam
Niestety ale muszę zawiesić bloga... Ten rozdział co teraz napisałam kompletnie mi się nie podobał... Usuwałam go kilka razy i pisałam na nowo, aż w końcu postanowiłam sobie dać czas na przemyślenie dalszej historii. Nie chce pisać na siłę i żeby rozdziały wychodziły banalne...Chociaż uważam, że i tak te ostatnie są banalne...Wrócić na pewno wrócę! Teraz jestem strasznie zabiegana, szkoła i praca, a do tego jeszcze kilka innych blogów. Planuje wrócić w czerwcu, mam nadzieję, że przez ten czas mnie nie opuścicie <3
wtorek, 18 lutego 2014
Seria II: Prolog
Wielka IV wojna zbliżała się dużymi kroczkami. W wiosce można było wyczuć strach mieszkańców, niektórzy panikowali wyjeżdżając do innych wiosek z myślą, że to ich ochroni, zaś niektórzy popełniali nawet samobójstwo. Szkolono ludzi intensywniej niż kiedyś, dzieciaki, które uczęszczają do akademii są uczone jak walczyć i pomagać ludziom na wojnie. Każdy z nas musiał stawać do walki i ci silniejsi jak i słabsi. Nawet najsilniejsi shinobi dawali nogę, a niektórzy ze strachu przed Madarą stawali po jego stronie. Ile to już wioska straciła właśnie przez niego ludzi? Samo imię Madara wzbudzało strach i grozę... Czy ten człowiek był, aż tak straszny? Wiemy to tylko z opowieści osób starszych...Tak naprawdę nikt go z nas nie znał. Spojrzałam na wykute głowy pięciu hokage: Hashirama Senju, Tobirama Senju, Hiruzen Sarutobi...uśmiechnęłam się patrząc na mojego brata Minato Namikaze i piąta Tsunade. Pięć najważniejszych głów wioski, czy na piątym hokage to się skończy? Wszyscy mieli nadzieję w nastolatku z blond czupryną, trochę potrzepany ale za to silny wojownik. Dzięki niemu wioska nadal istnieje, a ludzie którzy po walce z Peinem odeszli na tamtą stronę stronę, powrócili
do życia. To on przed śmiercią Peina sprowadził go na tą dobrą stronę. Minęło pół roku od kiedy wróciliśmy z Itachim do wioski. Na początku było ciężko, ludzie wytykali na nas palcami wyzywając od zdrajców, fałszywców, morderców...Trochę się uspokoiło, ale i tak największą nieufność mieli do Itachiego. Niektórzy wciąż szeptali, że jak pani hokage mogła przyjąć morderce do wioski? Chociaż tak naprawdę do końca nim nie był. Westchnęłam przymykając oczy moje włosy falowały w wietrze, kilka kosmyków muskało mój policzek. Spojrzałam na pierścionek, który był na moim palcu. Przekręciłam nim myśląc, że po czwartej wojnie wyjdę za mąż. Dlaczego po czwartej wojnie? Tak ustaliliśmy z Itachim, że będziemy mieli większą siłę i motywację by przeżyć razem i wspólnie odbudować klan. Teraz nie było na to czasu, nie chciałam aby nasze dzieci urodziły się w czasie wielkiej wojny. Nie chcę aby poznały co to ból i cierpienie. Itachi ani razu nie odwiedził swojej dawnej posiadłości mimo, że pokazywał iż zapomniał o przeszłości to i tak widziałam, że w jego sercu ciągle widnieje ten ból. Zeskoczyłam z budynku kierując się do budynku pani hokage, rozglądałam się po wiosce. Przez te pół roku wioska wyglądała prawie jak dawniej, odwzajemniłam uśmiech kilku osobą, ale i też słyszałam kilka złośliwych komentarzy. Ludzie potrafią być chamscy... Dojrzałam z dala jednego z członków Anbu, czyżby to mój ukochany mnie śledził? Ahh nie wspomniałam wam, Itachi został dowódcą jednostki grupy trzeciej, a ja zaś prawą ręką i osobistym ochroniarzem Tsunade i jej lizusa Shizune... Nie cierpiałam tej dziewczyny, no ale cóż pasożytów na ten świat się nie wybiera. Budynek hokage nie wyglądał tak samo jak kiedyś był mniejszy, ale no...ładny. Zapukałam do drzwi słysząc głośne proszę.
-Wzywała mnie pani- powiedziałam kłaniając się, spojrzała na mnie znad papierów.
-Tak moja droga wyruszamy jutro na spotkanie pięciu nacji hokage- uniosłam brwi do góry, zobaczyć wszystkich kage? To zaszczyt.
-O której?
-Z samego rana wstaw się u mnie w biurze- uśmiechnęła się, a do pomieszczenia weszła..
-Shizune...-mruknęłam
-Hana...- mruknęła stając za panią Tsunade z tą swoja wieprzowinką na rękach. Mierzyłyśmy się wzrokiem, a Tsunade westchnęła łapiąc się za głowę. Chciałam już dowalić jej jakąś ripostę lecz Tsunade mnie ubiegła.
-Idź bo zaraz wybuchnie wojna...- mruknęła, a ja się uśmiechnęłam.
-Do widzenia i do zobaczenia prosiaczku- spojrzałam na Shizune wychodząc. Mówiłam już jak jej nie lubię?
____________________________
Witam was kochani moi! No to zaczynamy serie druga, która będzie oparta na wojnie i na kilku miłych i niemiłych niespodziankach. Zapraszam do komentowania, dzięki nim mam większą motywację by publikować swoje rozdziały <3
Szablon zawdzięczam mojej kochane Sasame Ka, mrrrr mam najpiękniejszy szablon na blogspocie! Jest tak cudowny, że nie mogę przestać na niego patrzeć :D
Nastąpiła zmiana w BOHATERACH
-Wzywała mnie pani- powiedziałam kłaniając się, spojrzała na mnie znad papierów.
-Tak moja droga wyruszamy jutro na spotkanie pięciu nacji hokage- uniosłam brwi do góry, zobaczyć wszystkich kage? To zaszczyt.
-O której?
-Z samego rana wstaw się u mnie w biurze- uśmiechnęła się, a do pomieszczenia weszła..
-Shizune...-mruknęłam
-Hana...- mruknęła stając za panią Tsunade z tą swoja wieprzowinką na rękach. Mierzyłyśmy się wzrokiem, a Tsunade westchnęła łapiąc się za głowę. Chciałam już dowalić jej jakąś ripostę lecz Tsunade mnie ubiegła.
-Idź bo zaraz wybuchnie wojna...- mruknęła, a ja się uśmiechnęłam.
-Do widzenia i do zobaczenia prosiaczku- spojrzałam na Shizune wychodząc. Mówiłam już jak jej nie lubię?
____________________________
Witam was kochani moi! No to zaczynamy serie druga, która będzie oparta na wojnie i na kilku miłych i niemiłych niespodziankach. Zapraszam do komentowania, dzięki nim mam większą motywację by publikować swoje rozdziały <3
Szablon zawdzięczam mojej kochane Sasame Ka, mrrrr mam najpiękniejszy szablon na blogspocie! Jest tak cudowny, że nie mogę przestać na niego patrzeć :D
Nastąpiła zmiana w BOHATERACH
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Eleven
Byłam wściekła...Zanim iść jak normalny człowiek ścieżką, to musiałam się tłuc przez gęsty las, w którym było mnóstwo owadów, a przede wszystkim tych najgorszych.
-Jak na shinobi jesteś bardzo delikatna- zaśmiał się mężczyzna idący przede mną.
-Po prostu nie cierpię robali...-mruknęłam, a on się zaśmiał. Wyszliśmy na polanę. No w końcu! Usiadłam na kamieniu związując włosy w luźnego kitka, kiedy przejechałam dłonią po włosach poczułam coś grubego i śliskiego. Automatycznie wstałam krzycząc i szamotając się po włosach. Kiedy pozbyłam się tego czegoś z włosów, zaczęłam rzucać wszystkim przekleństwami jakie znałam. Dziadek stał śmiejąc się i zapalając papierosa.
-Daleko jeszcze?- warknęłam związując włosy.
-Praktycznie to już tutaj, domek znajduje się w tamtym małym lasku- uśmiechnął się, a ja spojrzałam w tamtą stronę. Z oddala można było zauważyć kawałek drewnianej chatki.
-Kto tam jest?- zapytałam.
-Zobaczysz- uśmiechnął się idąc w stronę chatki.
-A w ogóle jak ty mnie znalazłeś?- zapytałam dorównując mu kroku.
-Śledziłem cię- odpowiedział. Spojrzałam na chatę. Nie należała do najlepszych, nie ona mnie interesowała. Interesowało mnie bardziej kto się w niej znajduje.
-Idź ja posiedzę chwilę tutaj z moimi pupilami- skrzywiłam się, wiedziałam o jakie pupile mu chodzi. Weszłam powoli do środka. Salon, w którym był kominek, szafa, stół z krzesłami i kanapa. W oddali wejście do kuchni i dwa pomieszczenia. Pewnie łazienka i pokój. Westchnęłam i nacisnęłam na klamkę wchodząc do pokoju, w którym było łóżko, szafa i stolik nocny i nic poza tym. Zmarszczyłam brwi zaniepokojona. Poczułam jak ktoś staje za mną, nie musiałam nawet się odwracać. Staliśmy tak w ciszy, może przez pięć minut? Dziesięć? A nawet dłużej. Czułam jego ciepły oddech na swoim karku, a po chwili delikatny szept do ucha.
-Tęskniłem za tobą- musnął moje ucho swoimi wargami. Odwróciłam się i spoliczkowałam go tak jak na to zasłużył. Spojrzał na mnie łapiąc się za wargę, no może nie do końca go spoliczkowałam.
-Należało mi się nie zaprzeczę- westchnął.
-Nie zaprzeczysz?! Ja cię powinnam zabić w tej chwili! Obiecałeś, że wrócisz po mnie! A co zrobiłeś, znów mnie zostawiłeś. Po raz kolejny złamałeś obietnice Uchiha- warknęłam.
- Han..
-Wiesz co ja przeżywałam?! Zachowałeś się jak ostatni dupek! Złaź mi z oczu!- wypchnęłam go z pokoju zamykając za sobą drzwi. Z jednej strony się cieszyłam, że żyje, a z drugiej byłam na niego wściekła. Musiałam ochłonąć inaczej bym go rozszarpała...
~~~*~~~
-Ostra ta twoja blondi- zaśmiał się staruszek spoglądając na bruneta, który siedział na poręczy od werandy.
-Cała ona- uśmiechnął się patrząc na księżyc. - spojrzał na wejściowe drzwi słysząc huk zamykających się drzwi w środku. Mężczyzna widząc zainteresowanie chłopaka, wstał.
-Idę zobaczyć co się dzieje w lesie. Moje pająki pewnie są głodne, a ty sprawdź co się u niej dzieje- powiedział idąc w głąb lasu.
~~~*~~~
Właśnie skończyłam brać relaksujący prysznic. W szafie znalazłam czysty ręcznik, którym owinęłam swoje nagie ciało. Włosy miałam spięte w luźnego koka, z którego wydostały się pojedyncze mokre pasma włosów. Do pomieszczenia wszedł Itachi, cała złość na niego mi przeszła. Uśmiechnęłam się widząc go, a on podchodził do mnie. Cofnęłam się do tyłu natykając się na zimną ścianę, o którą oparłam się plecami. Skupialiśmy się na naszych wzrokach, przegryzłam delikatnie dolna wargę oddychając powoli. Schyliłam lekko głowę patrząc w dół. Złapał za mój podbródek, unosząc go lekko i w tej samej chwili, nie wiele się zastanawiając wpił się z rozkoszą w moje miękkie usta, przyciskając moje ciało do chłodnej ściany. Mruknęłam, oddając pocałunek. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, wsuwając go powoli do moich ust, gdzie już na dobre zaczął mnie całować, pogłębiając pocałunek, który stawał się coraz bardziej namiętny i zachłanny. Dłonie, oprał na moich biodrach jednak po krótkim czasie poczułam jak przesuwa nimi po moich pośladkach. Ustami powędrował na moją szyję i pocałował ją delikatnie, tuż obok mojego ucha, wypuszczając ciepłe powietrze, które owiało moją szyję i obdarował ją jeszcze kilkoma takimi delikatnymi pocałunkami, ciągnącymi się aż do mojego nagiego ramienia. Dłonią, którą trzymał na moim pośladku powoli wsuwał pod ręcznik, dotykając opuszkami palców moje uda. Drugą , opierał o moje biodro, nie odrywając ust od mojej szyi i błądząc po niej, liżąc i delikatnie gryząc. Nie pozostawałam mu dłużna, cały czas wędrowałam dłońmi po jego ciele. Raz po plecach, to znów po torsie . W końcu, szybkim ruchem pozbywając go koszulki. Teraz dotykałam jego nagiego torsu, sunąc paluszkiem na przemian w dół i w górę. Zabrałam się za rozpinanie paska od spodni. Teraz to ja przejęłam inicjatywę. Jednym mocnym szarpnięciem, rozpięłam pasek i to samo zrobiłam z guzikiem i zamkiem. Zrobiłam krok do przodu, zmuszając go by się cofnął. I jeszcze jeden, jeszcze jeden.. Aż w końcu, popchnęłam go na łóżko, pozbawiając go spodni...
~~~*~~~
Leżałam przytulona do jego ramienia. Milczeliśmy, przejechałam pazurkiem wzdłuż jego torsu po sam pas. Czułam, że się uśmiecha, uniosłam głowę patrząc w jego tęczówki, które jeszcze były zamrużone seksem. Zaczesał wszystkie moje włosy na jeden bok.
-I co teraz zrobimy? Jak to będzie?- szepnęłam, w jednej chwili znalazłam się pod nim. Czułam jak podniecenie pomiędzy nami zaczyna rosnąć.
-Jutro się dowiemy wszystkiego- powiedział składając na moich ustach delikatny pocałunek, który za każdym muśnięciem pogłębiał coraz bardziej. Cała noc przed nami...
~~~*~~~
Dłonią pomacałam miejsce obok, które było puste. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że w pokoju znajduję się sama. Westchnęłam wstając, ciało owinęłam prześcieradłem i wyszłam z pokoju poszukując bruneta. Kiedy wyszłam na zewnątrz poczułam przyjemny wietrzyk, który rozwiał moje blond włosy. Oparłam się o filar patrząc na mężczyznę, którego kochałam. Rozmawiał o czymś z dziadkiem, w pewnej chwili podali sobie dłoń, a mężczyzna odwrócił się w moją stronę, machnął mi tylko i zniknął. Itachi westchnął i podszedł do mnie.
-Gdzie on zniknął?-zapytałam.
-Sprawę załatwić. Jest takim samym członkiem Konohy jak my- uśmiechnął się.
-Czyli, że działa na tej samej zasadzie co my?- zapytałam się go, a on przytaknął głową.
-A co teraz z nami?- spojrzałam na niego.
-Gorzej, że co będzie przed nami- westchnął, a ja zmarszczyłam brwi.
-Co masz na myśli?- zapytałam.
-Wojnę...- spojrzał przed siebie, po czym znów na mnie.
-Wielka czwarta wojna shinobi...Gdyby Tsunade się obudziła byśmy mogli wejść do wioski. Powiedzieć jej o wszystkim, o planach Tobiego, a tak to jesteśmy w dupie! Nawet nie możemy się zbliżyć do wioski bo te...- uciszył mnie palcem.
-Nie panikuj, dzisiaj nas ktoś odwiedzi- uśmiechnął się.
-Kto?- zapytałam zdziwiona.
-Dobrzy znajomi- zaśmiał się widząc moją minę.
-Przecież ty nie miałeś nigdy dobrych znajomych...-mruknęłam.
-A skąd ty możesz o tym wiedzieć?- mruknął
-W wiosce nie miałeś kolegów oprócz mnie i Shisui- zaśmiałam się.
-No i trafiła mi się banda oferm- uśmiechnął się.
-W jednej ofermie się zakochałeś- uśmiechnęłam się idąc do łazienki.
-No właśnie- uśmiechnął się siadając na ganku.
~~~*~~~
Na dworze panował delikatny półmrok. Siedziałam przed lustrem dotykając swoich włosów, a może by je przefarbować? Albo skrócić? Nigdy. Uśmiechnęłam się związując je w delikatnego kitka. Itachi cały dzień siedział na dworze wysyłając swoje kruki gdzie popadło. Czasmi nie rozumiałam tego człowieka. Poszłam do kuchni zrobić sobie herbaty i wyszłam z kubkiem na dwór. Usiadłam na schodkach ganku.
-Jutro z samego rana wyruszamy. Więc wyśpij się dzisiaj- powiedział Itachi siadając obok mnie. Siorpałam herbatę patrząc na niego, pokiwałam tylko głową.
-Liczyłem, że odpowiesz co innego- mruknął, zmarszczyłam brwi.
-Zboczeniec- zaśmiałam się, uciszył mnie palcem. Dostrzegłam, że uaktywnił scharingana. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam dwie sylwetki przed nami. Wyższa i niższa, brunet westchnął, a jego tęczówki znów nabrały normalnego koloru. Odstawiłam kubek, wstając wraz z brunetem. Ściągnęli kaptur, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Naruto!- krzyknęłam przytulając się do niego.
-Dobrze, że nic ci nie jest- powiedział, spojrzałam na mężczyznę obok.
-Witaj Kakashi- uśmiechnęłam się, a pod maską dostrzegłam jego uśmiech.
-Nie spodziewałam się was tutaj- powiedziałam.
-Itachi nam o wszystkim powiedział. W wiosce myślą, że nie żyjesz. Niestety, ale pani Tsunade się jeszcze nie wybudziła...Nie wiemy ile to potrwa- westchnął szarowłosy.
-A co z Danzo?- zapytał Itachi.
-Ten śmieć wyznaczyła nagrodę za śmierć Sasuke...Wysłał do wszystkich wiosek zgodę o zabicie Sasuke- warknął blondyn.
-Sasuke jest od teraz w księdze bingo, tak jak ty Itachi- powiedział Kakashi. Patrzyłam na nich.
-Najgorsze jest to, że Raikage nie wycofa wniosku o zabiciu Sasuke- dodał.
-Sasuke jest niebezpieczny...Ta cała nienawiść do mnie go całkowicie zabiła...- westchnął Uchiha.
-Właśnie, że już nie...-Kakashi spojrzał na swojego dawnego kompana.
-Chodźcie może do środka- zaproponowałam.
Siedzieliśmy przy kubkach herbaty.
-Mężczyzna w masce, który należał z wami do Akatsuki. Powiedział wszystko Sasuke, że to nie ty wybiłeś klan tylko przywódcy wioski ci kazali, a między innymi Danzo- powiedział Kakashi. Spojrzałam na bruneta, który westchnął tylko i przymknął oczy.
-Wiedziałem, że to się tak skończy...Tylko, że mój głupi braciszek nie wie, że ja żyje. I teraz pewnie będzie chciał pomścić moją śmierć- powiedział Itachi
-I zniszczyć Konohe- dodał Kakashi.
-To jest mój przyjaciel! Sprowadzę go na tą właściwą ścieżkę i to on wróci ze mną do Konohy!- warknął Naruto.
-Dopóki Tsunade się nie obudzi nie możemy nic zrobić...-szepnęłam.
-W cale, że nie. Za dwa dni odbywa się rada wszystkich dowódców wiosek. Stanę na drodze Raikage i poproszę go, aby cofnął wniosek o zabiciu Sasuke- powiedział Naruto.
-On cię prędzej zabije niż posłucha, Naruto- powiedział Itachi.
-A masz jakiś lepszy pomysł?!- warknął.
-Naruto- powiedziałam, aby się uspokoił.
-Kiedy Danzo tam wyrusza?- zapytał brunet.
-Jutro rano- powiedział Kakashi.
-Sasuke na pewno tam będzie aby go zabić- westchnął brunet.
-Dlatego wyruszamy tam z samego rana- powiedział Naruto.
-Nie wchodź mu w drogę Naruto, śmierć Danzowi się należy. Wniosku o zabiciu Sasuke i tak nie wycofasz. Raikage nigdy cie nie posłucha. Jedyna osoba, która mogłaby go przekonać jest Tsunade. Więc musimy czekać, aż ona się wybudzi-powiedział brunet. Zapadła cisza.
~~~*~~~
Minął tydzień. Doszły do nas informacje, że Danzo został brutalnie zamordowany przez młodszego Uchihę. Rada wszystkich wiosek wszczęła pościg za mordercą Hokage. Itachi wiedział, że to się tak skończy więc musiał jak najszybciej odnaleźć brata. Nie była to jedyna informacja. Przekroczyliśmy właśnie mury Konohy.
-Stójcie- warknął jeden ze strażników.
-My do pani Tsunade- powiedział Itachi podając mu dokument o wezwaniu. Zapomniałam dodać, że nie byliśmy w swoich ciałach. Przemieniliśmy się w shonobi z Wioski Piasku.
-Mamy informacje dla pani hokage- powiedział Itachi.
-Śpieszy się nam- dodałam, mężczyzna pokiwał głowa i pozwolił nam odejść. Wioska była zrujnowana, ale z budową szło im coraz lepiej. Spojrzałam na budynek Hokage. No to zaczyna się coś czego nikt nigdy nie chciał.
-Jak na shinobi jesteś bardzo delikatna- zaśmiał się mężczyzna idący przede mną.
-Po prostu nie cierpię robali...-mruknęłam, a on się zaśmiał. Wyszliśmy na polanę. No w końcu! Usiadłam na kamieniu związując włosy w luźnego kitka, kiedy przejechałam dłonią po włosach poczułam coś grubego i śliskiego. Automatycznie wstałam krzycząc i szamotając się po włosach. Kiedy pozbyłam się tego czegoś z włosów, zaczęłam rzucać wszystkim przekleństwami jakie znałam. Dziadek stał śmiejąc się i zapalając papierosa.
-Daleko jeszcze?- warknęłam związując włosy.
-Praktycznie to już tutaj, domek znajduje się w tamtym małym lasku- uśmiechnął się, a ja spojrzałam w tamtą stronę. Z oddala można było zauważyć kawałek drewnianej chatki.
-Kto tam jest?- zapytałam.
-Zobaczysz- uśmiechnął się idąc w stronę chatki.
-A w ogóle jak ty mnie znalazłeś?- zapytałam dorównując mu kroku.
-Śledziłem cię- odpowiedział. Spojrzałam na chatę. Nie należała do najlepszych, nie ona mnie interesowała. Interesowało mnie bardziej kto się w niej znajduje.
-Idź ja posiedzę chwilę tutaj z moimi pupilami- skrzywiłam się, wiedziałam o jakie pupile mu chodzi. Weszłam powoli do środka. Salon, w którym był kominek, szafa, stół z krzesłami i kanapa. W oddali wejście do kuchni i dwa pomieszczenia. Pewnie łazienka i pokój. Westchnęłam i nacisnęłam na klamkę wchodząc do pokoju, w którym było łóżko, szafa i stolik nocny i nic poza tym. Zmarszczyłam brwi zaniepokojona. Poczułam jak ktoś staje za mną, nie musiałam nawet się odwracać. Staliśmy tak w ciszy, może przez pięć minut? Dziesięć? A nawet dłużej. Czułam jego ciepły oddech na swoim karku, a po chwili delikatny szept do ucha.
-Tęskniłem za tobą- musnął moje ucho swoimi wargami. Odwróciłam się i spoliczkowałam go tak jak na to zasłużył. Spojrzał na mnie łapiąc się za wargę, no może nie do końca go spoliczkowałam.
-Należało mi się nie zaprzeczę- westchnął.
-Nie zaprzeczysz?! Ja cię powinnam zabić w tej chwili! Obiecałeś, że wrócisz po mnie! A co zrobiłeś, znów mnie zostawiłeś. Po raz kolejny złamałeś obietnice Uchiha- warknęłam.
- Han..
-Wiesz co ja przeżywałam?! Zachowałeś się jak ostatni dupek! Złaź mi z oczu!- wypchnęłam go z pokoju zamykając za sobą drzwi. Z jednej strony się cieszyłam, że żyje, a z drugiej byłam na niego wściekła. Musiałam ochłonąć inaczej bym go rozszarpała...
~~~*~~~
-Ostra ta twoja blondi- zaśmiał się staruszek spoglądając na bruneta, który siedział na poręczy od werandy.
-Cała ona- uśmiechnął się patrząc na księżyc. - spojrzał na wejściowe drzwi słysząc huk zamykających się drzwi w środku. Mężczyzna widząc zainteresowanie chłopaka, wstał.
-Idę zobaczyć co się dzieje w lesie. Moje pająki pewnie są głodne, a ty sprawdź co się u niej dzieje- powiedział idąc w głąb lasu.
~~~*~~~
Właśnie skończyłam brać relaksujący prysznic. W szafie znalazłam czysty ręcznik, którym owinęłam swoje nagie ciało. Włosy miałam spięte w luźnego koka, z którego wydostały się pojedyncze mokre pasma włosów. Do pomieszczenia wszedł Itachi, cała złość na niego mi przeszła. Uśmiechnęłam się widząc go, a on podchodził do mnie. Cofnęłam się do tyłu natykając się na zimną ścianę, o którą oparłam się plecami. Skupialiśmy się na naszych wzrokach, przegryzłam delikatnie dolna wargę oddychając powoli. Schyliłam lekko głowę patrząc w dół. Złapał za mój podbródek, unosząc go lekko i w tej samej chwili, nie wiele się zastanawiając wpił się z rozkoszą w moje miękkie usta, przyciskając moje ciało do chłodnej ściany. Mruknęłam, oddając pocałunek. Przejechał językiem po mojej dolnej wardze, wsuwając go powoli do moich ust, gdzie już na dobre zaczął mnie całować, pogłębiając pocałunek, który stawał się coraz bardziej namiętny i zachłanny. Dłonie, oprał na moich biodrach jednak po krótkim czasie poczułam jak przesuwa nimi po moich pośladkach. Ustami powędrował na moją szyję i pocałował ją delikatnie, tuż obok mojego ucha, wypuszczając ciepłe powietrze, które owiało moją szyję i obdarował ją jeszcze kilkoma takimi delikatnymi pocałunkami, ciągnącymi się aż do mojego nagiego ramienia. Dłonią, którą trzymał na moim pośladku powoli wsuwał pod ręcznik, dotykając opuszkami palców moje uda. Drugą , opierał o moje biodro, nie odrywając ust od mojej szyi i błądząc po niej, liżąc i delikatnie gryząc. Nie pozostawałam mu dłużna, cały czas wędrowałam dłońmi po jego ciele. Raz po plecach, to znów po torsie . W końcu, szybkim ruchem pozbywając go koszulki. Teraz dotykałam jego nagiego torsu, sunąc paluszkiem na przemian w dół i w górę. Zabrałam się za rozpinanie paska od spodni. Teraz to ja przejęłam inicjatywę. Jednym mocnym szarpnięciem, rozpięłam pasek i to samo zrobiłam z guzikiem i zamkiem. Zrobiłam krok do przodu, zmuszając go by się cofnął. I jeszcze jeden, jeszcze jeden.. Aż w końcu, popchnęłam go na łóżko, pozbawiając go spodni...
~~~*~~~
Leżałam przytulona do jego ramienia. Milczeliśmy, przejechałam pazurkiem wzdłuż jego torsu po sam pas. Czułam, że się uśmiecha, uniosłam głowę patrząc w jego tęczówki, które jeszcze były zamrużone seksem. Zaczesał wszystkie moje włosy na jeden bok.
-I co teraz zrobimy? Jak to będzie?- szepnęłam, w jednej chwili znalazłam się pod nim. Czułam jak podniecenie pomiędzy nami zaczyna rosnąć.
-Jutro się dowiemy wszystkiego- powiedział składając na moich ustach delikatny pocałunek, który za każdym muśnięciem pogłębiał coraz bardziej. Cała noc przed nami...
~~~*~~~
Dłonią pomacałam miejsce obok, które było puste. Otworzyłam oczy i zobaczyłam, że w pokoju znajduję się sama. Westchnęłam wstając, ciało owinęłam prześcieradłem i wyszłam z pokoju poszukując bruneta. Kiedy wyszłam na zewnątrz poczułam przyjemny wietrzyk, który rozwiał moje blond włosy. Oparłam się o filar patrząc na mężczyznę, którego kochałam. Rozmawiał o czymś z dziadkiem, w pewnej chwili podali sobie dłoń, a mężczyzna odwrócił się w moją stronę, machnął mi tylko i zniknął. Itachi westchnął i podszedł do mnie.
-Gdzie on zniknął?-zapytałam.
-Sprawę załatwić. Jest takim samym członkiem Konohy jak my- uśmiechnął się.
-Czyli, że działa na tej samej zasadzie co my?- zapytałam się go, a on przytaknął głową.
-A co teraz z nami?- spojrzałam na niego.
-Gorzej, że co będzie przed nami- westchnął, a ja zmarszczyłam brwi.
-Co masz na myśli?- zapytałam.
-Wojnę...- spojrzał przed siebie, po czym znów na mnie.
-Wielka czwarta wojna shinobi...Gdyby Tsunade się obudziła byśmy mogli wejść do wioski. Powiedzieć jej o wszystkim, o planach Tobiego, a tak to jesteśmy w dupie! Nawet nie możemy się zbliżyć do wioski bo te...- uciszył mnie palcem.
-Nie panikuj, dzisiaj nas ktoś odwiedzi- uśmiechnął się.
-Kto?- zapytałam zdziwiona.
-Dobrzy znajomi- zaśmiał się widząc moją minę.
-Przecież ty nie miałeś nigdy dobrych znajomych...-mruknęłam.
-A skąd ty możesz o tym wiedzieć?- mruknął
-W wiosce nie miałeś kolegów oprócz mnie i Shisui- zaśmiałam się.
-No i trafiła mi się banda oferm- uśmiechnął się.
-W jednej ofermie się zakochałeś- uśmiechnęłam się idąc do łazienki.
-No właśnie- uśmiechnął się siadając na ganku.
~~~*~~~
Na dworze panował delikatny półmrok. Siedziałam przed lustrem dotykając swoich włosów, a może by je przefarbować? Albo skrócić? Nigdy. Uśmiechnęłam się związując je w delikatnego kitka. Itachi cały dzień siedział na dworze wysyłając swoje kruki gdzie popadło. Czasmi nie rozumiałam tego człowieka. Poszłam do kuchni zrobić sobie herbaty i wyszłam z kubkiem na dwór. Usiadłam na schodkach ganku.
-Jutro z samego rana wyruszamy. Więc wyśpij się dzisiaj- powiedział Itachi siadając obok mnie. Siorpałam herbatę patrząc na niego, pokiwałam tylko głową.
-Liczyłem, że odpowiesz co innego- mruknął, zmarszczyłam brwi.
-Zboczeniec- zaśmiałam się, uciszył mnie palcem. Dostrzegłam, że uaktywnił scharingana. Spojrzałam w tamtą stronę i zobaczyłam dwie sylwetki przed nami. Wyższa i niższa, brunet westchnął, a jego tęczówki znów nabrały normalnego koloru. Odstawiłam kubek, wstając wraz z brunetem. Ściągnęli kaptur, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Naruto!- krzyknęłam przytulając się do niego.
-Dobrze, że nic ci nie jest- powiedział, spojrzałam na mężczyznę obok.
-Witaj Kakashi- uśmiechnęłam się, a pod maską dostrzegłam jego uśmiech.
-Nie spodziewałam się was tutaj- powiedziałam.
-Itachi nam o wszystkim powiedział. W wiosce myślą, że nie żyjesz. Niestety, ale pani Tsunade się jeszcze nie wybudziła...Nie wiemy ile to potrwa- westchnął szarowłosy.
-A co z Danzo?- zapytał Itachi.
-Ten śmieć wyznaczyła nagrodę za śmierć Sasuke...Wysłał do wszystkich wiosek zgodę o zabicie Sasuke- warknął blondyn.
-Sasuke jest od teraz w księdze bingo, tak jak ty Itachi- powiedział Kakashi. Patrzyłam na nich.
-Najgorsze jest to, że Raikage nie wycofa wniosku o zabiciu Sasuke- dodał.
-Sasuke jest niebezpieczny...Ta cała nienawiść do mnie go całkowicie zabiła...- westchnął Uchiha.
-Właśnie, że już nie...-Kakashi spojrzał na swojego dawnego kompana.
-Chodźcie może do środka- zaproponowałam.
Siedzieliśmy przy kubkach herbaty.
-Mężczyzna w masce, który należał z wami do Akatsuki. Powiedział wszystko Sasuke, że to nie ty wybiłeś klan tylko przywódcy wioski ci kazali, a między innymi Danzo- powiedział Kakashi. Spojrzałam na bruneta, który westchnął tylko i przymknął oczy.
-Wiedziałem, że to się tak skończy...Tylko, że mój głupi braciszek nie wie, że ja żyje. I teraz pewnie będzie chciał pomścić moją śmierć- powiedział Itachi
-I zniszczyć Konohe- dodał Kakashi.
-To jest mój przyjaciel! Sprowadzę go na tą właściwą ścieżkę i to on wróci ze mną do Konohy!- warknął Naruto.
-Dopóki Tsunade się nie obudzi nie możemy nic zrobić...-szepnęłam.
-W cale, że nie. Za dwa dni odbywa się rada wszystkich dowódców wiosek. Stanę na drodze Raikage i poproszę go, aby cofnął wniosek o zabiciu Sasuke- powiedział Naruto.
-On cię prędzej zabije niż posłucha, Naruto- powiedział Itachi.
-A masz jakiś lepszy pomysł?!- warknął.
-Naruto- powiedziałam, aby się uspokoił.
-Kiedy Danzo tam wyrusza?- zapytał brunet.
-Jutro rano- powiedział Kakashi.
-Sasuke na pewno tam będzie aby go zabić- westchnął brunet.
-Dlatego wyruszamy tam z samego rana- powiedział Naruto.
-Nie wchodź mu w drogę Naruto, śmierć Danzowi się należy. Wniosku o zabiciu Sasuke i tak nie wycofasz. Raikage nigdy cie nie posłucha. Jedyna osoba, która mogłaby go przekonać jest Tsunade. Więc musimy czekać, aż ona się wybudzi-powiedział brunet. Zapadła cisza.
~~~*~~~
Minął tydzień. Doszły do nas informacje, że Danzo został brutalnie zamordowany przez młodszego Uchihę. Rada wszystkich wiosek wszczęła pościg za mordercą Hokage. Itachi wiedział, że to się tak skończy więc musiał jak najszybciej odnaleźć brata. Nie była to jedyna informacja. Przekroczyliśmy właśnie mury Konohy.
-Stójcie- warknął jeden ze strażników.
-My do pani Tsunade- powiedział Itachi podając mu dokument o wezwaniu. Zapomniałam dodać, że nie byliśmy w swoich ciałach. Przemieniliśmy się w shonobi z Wioski Piasku.
-Mamy informacje dla pani hokage- powiedział Itachi.
-Śpieszy się nam- dodałam, mężczyzna pokiwał głowa i pozwolił nam odejść. Wioska była zrujnowana, ale z budową szło im coraz lepiej. Spojrzałam na budynek Hokage. No to zaczyna się coś czego nikt nigdy nie chciał.
KONIEC SERII PIERWSZEJ
________________________________________________
No to pierwszą część opowiadania mamy za sobą! Drugą część zacznę po feriach z nowym szablonem :) Ten rozdział wyjątkowo mi się podobał. Wiem, że jesteście zaszokowani, że to koniec serii pierwszej, ale wymyśliłam to teraz :D Dziękuję za komentarze i motywację dzięki, którym chce dalej ciągnąć te opowiadanie :)
wtorek, 24 grudnia 2013
Rozdział Świąteczny
Obudziło mnie delikatne smyranie po policzku, uśmiechnęłam
się, nie musiałam w cale zgadywać kto to. Otworzyłam powoli oczy, a przed moją
twarzą ukazał się nie kto inny jak pan Uchiha.
-Wesołych Świat kochanie- szepnął mi do ucha, a mnie aż
ciarki przeszły, złapałam go dłońmi za policzki i ucałowałam czule jego wargi.
-Nawzajem- powiedziałam z uśmiechem. 24 grudnia 2013 roku, tak dzisiaj właśnie
wypada wigilia. Dzień, na który wszyscy czekają cały rok, dzień spędzony z
najbliższymi osobami, dzień spędzony ze swoimi pupilami. To jest ten dzień
gdzie cała rodzina się zjeżdża aby wspólnie spędzić święto Bożego Narodzenia. Wstałam z łóżka, a chwile później za mną Itachi, nie był zbytnio
zadowolony z tego faktu, że kazałam mu wyłazić z "wyra", no ale
cóż...Święta, świętami trzeba pomóc przy przygotowaniach. Ubrałam swój czerwony szlafroczek i weszłam do kuchni nastawiając wodę na kawę. Włączyłam radio, a z niego poleciała jedna z
moich ulubionych piosenek All I wantfor Christmas is you. Poczułam jak silne ramiona obejmują
mnie od tyłu i delikatny pocałunek w kark.
-Just want
you for my own,more than you could ever know make my wish come true .All I want
for Christmas is you...-nuciłam pod nosem.
-Ty też jesteś dla mnie wszystkim czego chcę na święta-
ucałował mnie w policzek i zabrał kubek z kawą.
-A kto powiedział, że śpiewałam o tobie?- uniosłam jedna
brew ku górze patrząc na niego, spojrzał na mnie.
-Kochanie ty co noc śpiewasz moje imię w łóżku więc z czym
ty do mnie- zaśmiał się idąc na górę, a ja zacisnęłam wargi. Głupek, ale
kochany głupek. Wzięłam kubek z kawą idąc do łazienki.
~~~*~~~
-Boże ty się wprowadzasz tu?- zaśmiała się Kushina
otwierając mi drzwi. Przewróciłam oczami i weszłam do środka stawiając torby.
-A gdzie Itachi?- zapytała zamykając za mną drzwi, ściągnęłam z siebie płaszczyk, a kozaki odłożyłam na bok.
-Umówił się z Minato, przecież muszą coś
załatwić...-uśmiechnęłam się wchodząc do salonu, a w nim siedział młodszy Uchiha
wraz z blondynem ubierając choinkę. Kłócili się kto z nich ma włożyć gwiazdę na
czubek choinki.
-Niby dorośli, a zachowują się jak dzieciaki- zaśmiałam się
idąc do kuchni, a w niej siedziała Hinata z Sakurą piekąc ciasteczka.
-Ten brzuszek ci już nieźle rośnie- uśmiechnęłam się do Sakury, a ona mnie przytuliła do siebie.
-No i bardzo mnie to cieszy- pogłaskała się po brzuszku, a
ja spojrzałam na Hinate.
-Cześć słodziutka- uśmiechnęłam się. Chciałam ja przytulic
do siebie kiedy w salonie usłyszałyśmy huk.
-Choinka...-powiedziałam patrząc na Kushine. Wbiła nóż w deskę,
na której kroiła warzywa do sałatki.
-3, 2, 1...- odliczała Sakura, a my usłyszałyśmy krzyki i
tłuczenie o coś.
-Mamo ale...Ała!!- krzyknął blondyn, ukradkiem zajrzałam jak
Kushina wygania ich na dwór z łopatami. Zaśmiałam się, moja bratowa była kochana,
ale czasami się jej bałam. Była nieobliczalna.
-Co zrobili?- zapytała Sakura.
-Zwalili choinkę, kazałam im odśnieżyć podjazd, a po tym
maja posprzątać potłuczone bombki-mruknęła wracając do krojenia warzyw.
-A nie lepiej na odwrót, niech posprzątają bombki, a po tym
pójdą odśnieżać?- zapytałam, a ona spojrzała na mnie morderczym wzrokiem.
-Dobra, nic nie
mówiłam- powiedziałam uśmiechając się niewinnie, a dziewczyny wybuchły śmiechem. Zabrałyśmy się za przygotowywanie do stołu wigilijnego.
-Jak myślicie co dostaniecie od swoich mężów?- zapytała
Hinata.
-Ja najpierw muszę nią być...-mruknęłam niezadowolona. Z
Itachim para byliśmy już pięć lat, a tu pierścionka zero...I co ja mam zrobić.
-Przyjdzie ten czas- powiedziała Sakura.
-Ciesz się swoim nazwiskiem póki możesz- zaśmiała się
Sakura.
-A co do prezentu to nie wiem co mój kochany mąż mi kupił-
dodała.
-Gacie wyszczuplające bo robisz się coraz grubsza- zaśmiał się Sasuke wchodząc do kuchni, dziewczyna spojrzała na niego morderczym
wzrokiem.
-No już pączusiu, no już- zaśmiał się przytulając ja do
siebie i dając buziaka.
-Idź stąd...- mruknęła wracając do tego co robiła.
-A gdzie mój brat?- spojrzał na mnie.
-W mieście z Minato. Mówił mi, że mają obaj coś do
załatwienia- powiedziałam.
-No przecież mówił ci, że chce ku...- do kuchni wparował
blondyn, a Sakura wepchnęła mu piernika do buzi.
-Wyjazd stąd obaj!- krzyknęła. Nie minęło kilka sekund, a już nie było po nich śladu. Spojrzałam na dziewczyny.
-Nie słuchaj go...wiesz jaki jest Naruto majaczy po
głodnemu- zaśmiała się nerwowo Hinata. Już po Hinacie skapnęłam się, że coś
jest nie tak. Mój chłopak w cale nie załatwia spraw, tylko...no właśnie? Tylko
co?
~~~*~~~
Siedziałam w pokoju przed lustrem, do ułożenia zostały mi
tylko włosy. Spojrzałam w lustrze na mojego faceta, który zapinał guziki od
koszuli.
-Nie zapinaj do końca, wole jak masz przynajmniej dwa
górne rozpięte- uśmiechnęłam się.
-Wiem, wiem- zaśmiał się. Ułożyłam włosy w koka jak to
zawsze Itachi lubił. Wstałam podchodząc do lustra i poprawiając moją chabrową
sukienkę. Przeleciałam szminka po ustach i spojrzałam na siebie w lustrze. Uśmiechnęłam się. Nie ukrywam, jestem piękna. Poprawiłam bransoletkę na dłoni,
którą dostałam od Uchihy na urodziny.
-Pięknie pachniesz- uśmiechnął się przytulając do moich
pleców.
-Chodźcie pogruchacie później- do pokoju wszedł Minato. Ten
to miał klasę, nie dziwie się, że każda kobieta się za nim oglądała. Pomimo
swojego wieku był o wiele przystojniejszy. Zeszliśmy na dół, a przy stole siedzieli Sakura, Sasuke, Naruto, Hinata, ciocia Tsunade, Jiraja, Kakashi... po
prostu cała rodzina. Wraz z Itachmi przywitaliśmy się ze wszystkimi i zajęliśmy
miejsce obok Minato i Kushiny.
-Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę gościć was tutaj. Bardzo dziękuję mojej kochanej żonie, za przygotowanie tak wspaniałej wigilii- chrząknęłam, a brat spojrzał na mnie i się zaśmiał.
-Także mojej siostrze, synowej i Sakurze- dokończył.
-Kochani moi, chcę życzyć wam Najpiękniejszych Świąt- każdy z
nas poklaskał blondynowi. Dobry w mowie to on nigdy nie był. Nie lubiłam
dzielenia się opłatkiem...Za każdym razem nie wiedziałam co mówić, albo mówiłam
każdemu te same życzenia "Dużo szczęścia, zdrowia i pieniędzy. Wesołych
Świat" Tak wyglądały moje życzenia. Spojrzałam na Itachiego, który stał przede mną.
-Kocham Cię- powiedział, a ja uśmiechnęłam się na te słowa.
Pocałowałam go i podzieliłam się z nim opłatkiem. Nam życzenia były
niepotrzebne.
~~~*~~~
Po kolacji wigilijnej poszłam się przejść z Itachim. Szłam
obok obejmując jego ramię.
-Lubię święta- powiedziałam spoglądając na niego.
-Wiem, zawsze mi to powtarzasz co roku- uśmiechnął się do
mnie, a obok nas przebiegły dzieci śpiewając kolędy. Zaśmiałam się. W oddali
zobaczyła grupkę ludzi śpiewających kolędę. Lubiłam kolędy, przyłączyłam się do nich, a mój chłopak stał patrząc na mnie.
-Cicha noc, święta noc, pokój niesie ludziom wszem, a u
żłóbka Matka Święta. Czuwa sama uśmiechnięta. Nad dzieciątka snem, nad
dzieciątka snem...- patrzyłam na Itachiego i po chwili wzięłam go pod ramię.
-Chodź w jedno miejsce- powiedział. Po kilku minutach dotarliśmy na cmentarz. Staliśmy nad grobem państwa Uchihy. Nie znałam ich.
Itachi opowiadał mi, ze zginęli 10 lat temu w katastrofie lotniczej. Ścisnęłam
jego dłoń, przytulając się do jego ramienia.
-Na pewno są z ciebie dumni- szepnęłam.
-Wiem, na pewno są dumni z tego, że mam kogoś takiego jak ty-
spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się i przytuliłam się do jego boku. Staliśmy tak
przez chwilę i wróciliśmy do domu.
~~~*~~~
-Kochanie nie musiałaś go kupować- powiedział Itachi patrząc
na mnie.
-Widziałam jak ci się podobał- uśmiechnęłam się spoglądając
na zegarek z Rolexa. Złapał mnie za policzki i pocałował czule.
-Dziękuję- szepnął. Każdy z nas wymienił się prezentami,
tylko jednego prezentu nie dostałam. Czyżby Itachi nie wiedział co mi kupić?
Szczerze? To on był moim prezentem.
-Hana podejdź tu- zawołał mnie Itachi stojąc obok choinki.
Wszyscy spojrzeli na mnie, a przy stole zapadła cisza. Wstałam powoli spoglądając to ukradkiem na osoby siedzące przy stole, a to na mojego
ukochanego.
-Jesteś najwspanialszą kobieta jaką poznałem. To dzięki
tobie moje życie jest takie, jakie zawsze chciałem. I dalej tego chce. Kocham
Cię i nigdy nie przestane...Kiedy codziennie rano budzisz się obok mnie, moje
serce coraz mocniej bije, a uczucia do ciebie pogłębiają się coraz bardziej.-
nie muszę mówić, że miałam łzy w oczach.
-Chce, żebyś była matką moich dzieci, chce wychowywać je
razem z tobą. Obojętnie co by się działo, zawsze będę przy tobie- już nie powstrzymywałam łez.
-Hana...Kocham Cię i czy wyjdziesz za mnie?- zapytał klękając przede mną. Przez pierwsze pięć sekund nie mogłam wydobyć z siebie
słowa. Łzy spływały mi po policzkach, a po minie chłopaka widziałam, że się
niecierpliwi. Przytaknęłam kilka razy, aż w końcu odpowiedziałam.
-Tak...Tak!- powtórzyłam głośniej. Wsunął mi pierścionek na
palca, a ja wpiłam się w jego usta płacząc ze szczęścia. Były to dla mnie
wyjątkowe święta!
________________
No jak widzicie kochani, pojawił się słodki świąteczny odcinek :) Ahhh szczerze jak pisałam końcówkę to miałam łzy w oczach! hahah Chciałabym mieć też takie oświadczyny! :)
No cóż moi kochani! Z Okazji Świąt, życzę wam z całego serca Wesołych i Pogodnych Świąt!
Kocham was <3
środa, 18 grudnia 2013
Ten
-Mama?- szepnęłam. Zobaczyłam na jej twarzy łagodny uśmiech, pokiwała głową. Nie czekałam ani sekundy dłużej, podbiegłam do niej wtulając się w jej ramiona, które oplotły moje ciało. Rozpłakałam się jak mała dziewczynka. Minęło tyle lat...Spojrzała na nią, głaskała mnie po głowie. Swoimi delikatnymi dłońmi starła moje łzy z policzków.
-Jesteś taka śliczna...Ostatni raz widziałam cie w wózeczku...Ty i Minato, jestem taka z was dumna. Dlaczego ty wy musieliście zginać tak młodo?
-A teraz mój wnuk? Co się z tym światem stało...- szeptała, a ja nie mogłam wydobyć ani słowa. Tęskniłam za nią.
-Dlaczego musiałaś odejść?! Nasze życie, moje życie...Ty i tata...Tak was potrzebowałam...- przerwała mi kładąc palec na moich ustach.
-Pozwól, że przeniesiemy się w inne miejsce. Pstryknęła palcami i znalazłyśmy się na polanie gdzie stała huśtawka na dwuosobowa. Usiadłam z nią na niej.
-Hana ja nigdy cie nie opuściłam. Cały czas żyłam w tobie, tutaj- pokazała na serce. Spuściłam wzrok.
-Cały czas byłam z tobą. Widziałam twoje szczęście, cierpienie z wnętrza ciebie. Wiedziałam, że w końcu się zobaczymy, ale nigdy nie pomyślałabym, że zobaczę moje dzieci tak szybko. W tak młodym wieku...- westchnęła.
-Z Minato też rozmawiałaś?- zapytałam zdziwiona. Jak to było możliwe, na co ona się zaśmiała.
-Po drugiej stronie świata wszystko jest możliwe kochanie. Twój brat poświęcił życie dla syna, a ty poświęciłaś życie dla jego syna- powiedziała.
-I co to dało? Jak i tak zginie...Konohy już nie ma. Cała wioska została zniszczona. Pein przejął całkowitą kontrole nad Naruto. Niedługo świat...
-Wiem- przerwała mi.
-Widziałam wszystko- powiedziała.
-Ale nigdy nie jest na nic za późno. Naruto tak szybko się nie podda, nie masz o co się martwić- uśmiechnęła się.
-Nie jest sam- spojrzałam na nią niezrozumiale.
-Minato jest cały czas przy nim. Każdy rodzić jest w sercu swojego dziecka.- powiedziała.
-Mamo i co z tego?- wstałam z miejsca.
-I tak każdy z nas umiera. Minato zginał, ja też jestem martwa. Więc co zrobi Minato?!- powiedziałam podnosząc głos. Spojrzała na mnie.
-Nie rozumiesz Hana. Ja nie umiałam ochronić was przed śmiercią, ale Minato to zrobi- powiedziała.
-To jest jakiś absurd! Tego nie da się zrobić!- krzyknęłam. Westchnęła i poklepała miejsce obok. Usiadłam patrząc na nią.
-Są rzeczy niemożliwe- uśmiechnęła się. Cholera! Skoro jestem tutaj to może Itachi też gdzieś się błąka!
-Każda dusza trafia gdzie indziej. Ty trafiłaś tutaj bo ja tak chciałam. A ten chłopak jest z rodu Uchiha tak?- uśmiechnęła się.
-Ta...Dowiedziałam się, że też nie żyje...- szepnęłam.
-Skąd to wiesz?- zapytała.
-Bo powiedzieli mi tak
-A jak czuje twoje serce?- zapytała. Nie miałam pojęcia.
-Nie słuchaj kogoś. Słuchaj to co podpowiada ci serce- uśmiechnęła się.
-Czemu czytasz mi w myślach?- mruknęłam.
-Nie czytam po prostu tak głośno myślisz- zaśmiała się. Patrzyłam na nią i również się zaśmiałam po czym dostałam w głowę.
-Za co to?- mruknęłam.
-Za twoje palenie, picie i bujne życie erotyczne- powiedziała srogo. Mruknęłam coś pod nosem. Nie wiem ile minęło, ale rozmawiałyśmy o wszystkim. Przyznam się. Potrzebowałam tego, potrzebowałam rozmowy matki z córką. Mama opowiedziała mi o swojej śmierci. Gdybym tylko wróciła na ten pieprzony świat, zemściłabym się na Danzo. Spojrzałam na swoje dłonie, które powoli zaczęły znikać. Matka uśmiechnęła się pod nosem.
-Co się dzieje?!- zapytałam
-Widocznie to jeszcze nie twój czas- uśmiechnęła się.
-Ale jak to?
-Ktoś użył zakazanej techniki przywołania zmarłych do świata żywych. To jest twoja ostatnia szansa. Wróć do wioski, musisz zmienić swoje życie. Już nie jesteś małym dzieckiem, ani nastolatką. Jesteś dorosłą kobietą. Wioska jak i przyjaciele będą cię potrzebować.- mówiła.
-Ale...
-Żegnaj kochanie i pamiętaj, że Cię kocham- uśmiechnęła się.
~~~*~~~
Otworzyłam gwałtownie oczy nabierając głęboko powietrza do ust i wypuszczając je szybko. Kaszlnęłam kilka razy. Rozejrzałam się dookoła, a wiec to jednak nie był sen. Konoha była doszczętnie zniszczona, a z mamą rozmawiałam naprawdę. Skoro wróciłam to inni pewnie też. Nim doszłam do siebie rozglądałam się w około. Chwila, a gdzie wtedy jest blondyn?! Wstałam na równe nogi i otarłam krew z podbródka. Nigdzie go nie było, nikogo również nie wyczuwałam. Złożyłam pieczęć, a obok mnie pojawił się mój klon. Siły mi wróciły. Kazałam zniknąć klonowi, a sama pobiegłam w poszukiwaniu blondyna. Skakałam z zniszczonych budynków na inne ruiny. Dostrzegałam wiele osób, które wróciły do świata żywych. Jednak to nie oni mnie interesowali. Zatrzymałam się i usłyszałam hałasy dobiegające z południowej części Konohy. Pobiegłam tam i zobaczyłam gromadkę ludzi krzycząc na część Naruto. Jednak matka miała rację, że powstrzyma Peina. Uśmiechnęłam się niepewnie przechodząc obok ludzi. Nagle zapadła cisza, a wszyscy spojrzeli na mnie i zaczęli się odsuwać. Na środku stał blondyn wlepiając wzrok we mnie. Podchodziłam niepewnie ignorując złośliwe komentarze. Stanęłam przed blondynem czekając na jakąkolwiek reakcję i się doczekałam uderzeniem pięści w brzuch. Miałam już spadać na ziemię kiedy złapał mnie, przytulając mocno do siebie. Uśmiechnęłam się i objęłam go również mocno jak on.
-Witaj w domu ciociu- powiedział, a ja na niego spojrzałam.
-Już teraz znasz prawdę- powiedziałam.
-Tak- widziałam w nim jego ojca. Uśmiechnęłam się. Po chwili poczułam jak ktoś szarpie mnie do tyłu, zrobiłam unik i walnęłam tego kogoś kopniakiem w brzuch. Okazał się to członek Anbu. Zawiło się kilku innych chwytając mnie i zakładając obroże na szyję, uklękłam na ziemie zaciskając zęby z bólu. Cholerna obroża!
-Co wy wyprawiacie?!- warknął Naruto.
-Ona jest przestępczynią klasy S. Pani Tsunade jest w śpiączce, a władze nad wioską pozyskał pan Danzo, na czas wybudzenia Hokage. Dostaliśmy rozkaz aby ją schwytać i przenieść do więzienia.- powiedział jeden z członków tych śmierdzących psów.
-To nie tak! Ona...
-Naruto przestań- wtrącił się Kakashi. Spojrzałam na niego.
-Hana zdradziła wioskę i musi zostać przesłuchana- przerwał mu Kakashi.
-W cale, że nie! To wszystko było celem misji! Ona jest niewinna!- krzyczał.
-A kto ci tak powiedział chłopcze?- usłyszałam ten szorstki głos, tego sukinsyna. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. Blondyn nie mógł się przyznać co wydarzyło się podczas walki z Peinem. Obiecał ojcu.
-Po prostu to wiem...- powiedział.
-Czyżby? Uważasz, że ktoś taki jak ona wróciłaby do wioski?- zapytał.
-Ona ją zdradziła. Zaatakowała Hokage więc musi podjąć kare. Zabierzcie ją- przez cały czas nic się nie odzywałam. Widziałam jak blondyn zaciska pięść ze złości. Obaj dobrze wiedzieliśmy, że prawdę zna tylko pani Tsunade.
~~~*~~~
Rihanna-Russian Roulette
Siedziałam na krześle w ciemnym pomieszczeniu, a na przeciwko mnie Danzo, a za nim dwóch członków korzenia.
-Dalej będziesz milczeć?- zapytał. Patrzyłam na niego obojętnym wzrokiem.
-A ty dalej będziesz oszukiwał wszystkich? To ty chciałeś wybić klan Uchiha. To ty wszystko zaplanowałeś by przejąć władze nad Konohą. Zabiłeś moich rodziców.- warknęłam i zobaczyłam uśmiech na jego twarzy.
-Nie wiem skąd masz takie informacje. ale chętnie się dowiem- powiedział.
-Gówno powinno cię to obchodzić. Obiecuje, że jak tylko się uwolnię... zabije cię- warknęłam pochylając twarz w jego stronę.
-Czyżby?- zapytał.
-Pamiętaj, że to ja teraz sprawiam władze nad Konohą i mogę cię w każdej chwili zabić- powiedział. Zaśmiałam się na co zmarszczył brwi.
-Długo się nie nacieszysz tym mianem- uśmiechnęłam się. Przymknął oczy i ponownie wlepił wzrok we mnie.
-Ty się nie nacieszysz zbyt długo swoim życiem. Za tydzień zostaniesz strącona- powiedział wstając i odchodząc. Spojrzałam na kraty przez, które próbowało dostać się słońce.
~~~*~~~
Minął tydzień...Siedziałam w celi z przymkniętymi oczami czekając na kare śmierci. Przez tydzień nikt do mnie nie zaglądał, Danzo na to nie pozwolił. Z dworu dało się usłyszeć krzyki blondyna do strażników aby mnie wypuścili. Był środek nocy, spojrzałam na drzwi słysząc odbijające się kroki od posadzki. Drzwi otworzyły się delikatnie, a w nich stanął jeden ze strażników.
-Już czas-powiedział szarpiąc mnie za ramię. Włosy opadły mi na twarz, ręce miałam skute w łańcuchy. Wrzucili mnie do więziennego rydwanu i odjechali. Gdzie jechaliśmy? Tego nie wiedziałam. Usiadłam w rogu czekając na dojazd. Podróż trwała kilka godzin, aż w końcu rydwan się zatrzymał.
-Wysiadaj- warknął mężczyzna wypychając mnie ze środka. Rozejrzałam się, a dookoła zobaczyłam stos siana,a na nim gruby pień. Przywiązali mnie do pnia, przed sobą ujrzałam Danzo.
-Chyba nie myślałaś, że tak łatwo cię zabije? Lubię patrzeć na ludzkie cierpienie, a szczególnie tak pięknych kobiet-uśmiechnął się. Przed nim zjawił się członek korzenia, pokiwał głową.
-Niestety nie mogę być świadkiem tego cudownego przedstawienia. Mam ważną sprawę do załatwienia- powiedział.
-Spalcie ją, aby został z niej tylko popiół. Za dużo wie-dodał i zniknął. Dwóch jakiś mężczyzn spojrzało na mnie, nie byli z Konohy.
-A może najpierw się zabawimy?-uśmiechnął się jeden z nich podchodząc do mnie. Kiedy tylko mnie dotknął kopnęłam go w przyrodzenie, kleknął przede mną, a moja noga znalazła się na jego twarzy.
-Dotknij mnie jeszcze, a nic ci nie zostanie pomiędzy twoimi nogami-warknęłam.
-Ty dziwko!- krzyknął ten drugi podbiegając do mnie z kunajem w ręku. Nim zdążył podbiec do mnie dostał kunajem w tył głowy upadając mi pod nogami. Ten drugi zerwał się na nogi rozglądając się. Sama byłam ciekaw kto to był. Usłyszałam krzyk, a tego drugiego nie było. Moje węzły zostały przecięte przez co zostałam uwolniona, ale nadal nikogo nie było. Nie mogłam za wiele zdziałać ponieważ moją czakrę dalej blokowała ta przeklęta bransoleta na dłoni. Niedaleko mnie upadło rozszarpane ciało mężczyzny. Wyciągnęłam kunaj z głowy martwego chłopaka, chociaż tym mogę się bronić.
-Kim jesteś!- krzyknęłam. Przede mną znalazł się staruszek z wielkim uśmiechem na twarzy. Zaatakowałam go, a on odbijał każdy mój atak.
-Uspokój się dziewcze przyszedłem ci pomóc!- powiedział, a na mnie naskoczył wielki pająk. Kiedy leżałam pod nim i patrzyłam na niego zaczęłam się drzeć jak opętana.
-Zabierz to! Zabierz to!- krzyczałam
-Fifi zejdź z biednej dziewczyny!- powiedział staruszek podśmiewając się. Pająk zszedł ze mnie i schował się za dziadkiem. Automatycznie znalazłam się pół kilometra od nich.
-Nie bój się on ci nic nie zrobi! Jest łagodny jak baranek!- krzyczał.
-Nie, wole tutaj posiedzieć!- krzyczałam. Dziadziuś westchnął i kazał pająkowi zostać, a sam zbliżył się do mnie.
-Jesteś Hana prawda?-zapytał.
-Tak, a ty to?-zapytałam.
-Miko, król pająków-uśmiechnął się wyciągając do mnie dłoń.
-To znaczy, że masz ich więcej?- zapytałam podając mu dłoń, a on pomógł mi wstać. Pokiwał głową uśmiechnięty, a ja zbladłam.
-Nie wywołuj ich w mojej obecności...-mruknęłam.
-No cóż dziękuję za pomoc, ale na mnie już czas- dodałam.
-Sądzę, że nie. Przyszedłem tu po ciebie bo ktoś mnie o to poprosił.- powiedział, spojrzałam na niego.
-Kto?- zapytałam.
-Mój przyjaciel, któremu zawdzięczam życie, a po za tym trzeba też ci ściągnąć to- uśmiechnął się łapiąc moją dłoń. Minęło parę minut, a bransoletka na mojej dłoni upadła na ziemię.
-Skąd mam pewność, że nie kłamiesz?-zapytałam.
-A gdybym kłamał to uratowałbym ci życie i ściągnął to cudo z ręki?- zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
-Poza tym on czeka na ciebie- uśmiechnął się. Moje myśli krążyło wokół jednej osoby.
________________________________________________
TADAM! HANA ŻYJE 0.0
Co wy bym jej nie uśmierciła :p Szczerze to pisałam ten rozdział na kacu i wyszedł taki jaki wyszedł xd Przepraszam, że tak długo czekaliście ale BRAK CZASU, a tym bardziej teraz jak zbliżają się święta! Młahh kocham święta! <3 Co byście chcieli dostać od św.Mikołaja? Zdradzać mi tu <3
Mimimimi coś mało tych komentarzy się robi -.- Ale dziekuję tym co są i mnie w tym wspierają! <3
-Jesteś taka śliczna...Ostatni raz widziałam cie w wózeczku...Ty i Minato, jestem taka z was dumna. Dlaczego ty wy musieliście zginać tak młodo?
-A teraz mój wnuk? Co się z tym światem stało...- szeptała, a ja nie mogłam wydobyć ani słowa. Tęskniłam za nią.
-Dlaczego musiałaś odejść?! Nasze życie, moje życie...Ty i tata...Tak was potrzebowałam...- przerwała mi kładąc palec na moich ustach.
-Pozwól, że przeniesiemy się w inne miejsce. Pstryknęła palcami i znalazłyśmy się na polanie gdzie stała huśtawka na dwuosobowa. Usiadłam z nią na niej.
-Hana ja nigdy cie nie opuściłam. Cały czas żyłam w tobie, tutaj- pokazała na serce. Spuściłam wzrok.
-Cały czas byłam z tobą. Widziałam twoje szczęście, cierpienie z wnętrza ciebie. Wiedziałam, że w końcu się zobaczymy, ale nigdy nie pomyślałabym, że zobaczę moje dzieci tak szybko. W tak młodym wieku...- westchnęła.
-Z Minato też rozmawiałaś?- zapytałam zdziwiona. Jak to było możliwe, na co ona się zaśmiała.
-Po drugiej stronie świata wszystko jest możliwe kochanie. Twój brat poświęcił życie dla syna, a ty poświęciłaś życie dla jego syna- powiedziała.
-I co to dało? Jak i tak zginie...Konohy już nie ma. Cała wioska została zniszczona. Pein przejął całkowitą kontrole nad Naruto. Niedługo świat...
-Wiem- przerwała mi.
-Widziałam wszystko- powiedziała.
-Ale nigdy nie jest na nic za późno. Naruto tak szybko się nie podda, nie masz o co się martwić- uśmiechnęła się.
-Nie jest sam- spojrzałam na nią niezrozumiale.
-Minato jest cały czas przy nim. Każdy rodzić jest w sercu swojego dziecka.- powiedziała.
-Mamo i co z tego?- wstałam z miejsca.
-I tak każdy z nas umiera. Minato zginał, ja też jestem martwa. Więc co zrobi Minato?!- powiedziałam podnosząc głos. Spojrzała na mnie.
-Nie rozumiesz Hana. Ja nie umiałam ochronić was przed śmiercią, ale Minato to zrobi- powiedziała.
-To jest jakiś absurd! Tego nie da się zrobić!- krzyknęłam. Westchnęła i poklepała miejsce obok. Usiadłam patrząc na nią.
-Są rzeczy niemożliwe- uśmiechnęła się. Cholera! Skoro jestem tutaj to może Itachi też gdzieś się błąka!
-Każda dusza trafia gdzie indziej. Ty trafiłaś tutaj bo ja tak chciałam. A ten chłopak jest z rodu Uchiha tak?- uśmiechnęła się.
-Ta...Dowiedziałam się, że też nie żyje...- szepnęłam.
-Skąd to wiesz?- zapytała.
-Bo powiedzieli mi tak
-A jak czuje twoje serce?- zapytała. Nie miałam pojęcia.
-Nie słuchaj kogoś. Słuchaj to co podpowiada ci serce- uśmiechnęła się.
-Czemu czytasz mi w myślach?- mruknęłam.
-Nie czytam po prostu tak głośno myślisz- zaśmiała się. Patrzyłam na nią i również się zaśmiałam po czym dostałam w głowę.
-Za co to?- mruknęłam.
-Za twoje palenie, picie i bujne życie erotyczne- powiedziała srogo. Mruknęłam coś pod nosem. Nie wiem ile minęło, ale rozmawiałyśmy o wszystkim. Przyznam się. Potrzebowałam tego, potrzebowałam rozmowy matki z córką. Mama opowiedziała mi o swojej śmierci. Gdybym tylko wróciła na ten pieprzony świat, zemściłabym się na Danzo. Spojrzałam na swoje dłonie, które powoli zaczęły znikać. Matka uśmiechnęła się pod nosem.
-Co się dzieje?!- zapytałam
-Widocznie to jeszcze nie twój czas- uśmiechnęła się.
-Ale jak to?
-Ktoś użył zakazanej techniki przywołania zmarłych do świata żywych. To jest twoja ostatnia szansa. Wróć do wioski, musisz zmienić swoje życie. Już nie jesteś małym dzieckiem, ani nastolatką. Jesteś dorosłą kobietą. Wioska jak i przyjaciele będą cię potrzebować.- mówiła.
-Ale...
-Żegnaj kochanie i pamiętaj, że Cię kocham- uśmiechnęła się.
"Tym razem było inaczej,
Czułam jakbym była po prostu ofiarą
I dźgnęło mnie jak nóż,
Gdy odszedłeś z mojego życia..." Rihanna-Cry
~~~*~~~
Otworzyłam gwałtownie oczy nabierając głęboko powietrza do ust i wypuszczając je szybko. Kaszlnęłam kilka razy. Rozejrzałam się dookoła, a wiec to jednak nie był sen. Konoha była doszczętnie zniszczona, a z mamą rozmawiałam naprawdę. Skoro wróciłam to inni pewnie też. Nim doszłam do siebie rozglądałam się w około. Chwila, a gdzie wtedy jest blondyn?! Wstałam na równe nogi i otarłam krew z podbródka. Nigdzie go nie było, nikogo również nie wyczuwałam. Złożyłam pieczęć, a obok mnie pojawił się mój klon. Siły mi wróciły. Kazałam zniknąć klonowi, a sama pobiegłam w poszukiwaniu blondyna. Skakałam z zniszczonych budynków na inne ruiny. Dostrzegałam wiele osób, które wróciły do świata żywych. Jednak to nie oni mnie interesowali. Zatrzymałam się i usłyszałam hałasy dobiegające z południowej części Konohy. Pobiegłam tam i zobaczyłam gromadkę ludzi krzycząc na część Naruto. Jednak matka miała rację, że powstrzyma Peina. Uśmiechnęłam się niepewnie przechodząc obok ludzi. Nagle zapadła cisza, a wszyscy spojrzeli na mnie i zaczęli się odsuwać. Na środku stał blondyn wlepiając wzrok we mnie. Podchodziłam niepewnie ignorując złośliwe komentarze. Stanęłam przed blondynem czekając na jakąkolwiek reakcję i się doczekałam uderzeniem pięści w brzuch. Miałam już spadać na ziemię kiedy złapał mnie, przytulając mocno do siebie. Uśmiechnęłam się i objęłam go również mocno jak on.
-Witaj w domu ciociu- powiedział, a ja na niego spojrzałam.
-Już teraz znasz prawdę- powiedziałam.
-Tak- widziałam w nim jego ojca. Uśmiechnęłam się. Po chwili poczułam jak ktoś szarpie mnie do tyłu, zrobiłam unik i walnęłam tego kogoś kopniakiem w brzuch. Okazał się to członek Anbu. Zawiło się kilku innych chwytając mnie i zakładając obroże na szyję, uklękłam na ziemie zaciskając zęby z bólu. Cholerna obroża!
-Co wy wyprawiacie?!- warknął Naruto.
-Ona jest przestępczynią klasy S. Pani Tsunade jest w śpiączce, a władze nad wioską pozyskał pan Danzo, na czas wybudzenia Hokage. Dostaliśmy rozkaz aby ją schwytać i przenieść do więzienia.- powiedział jeden z członków tych śmierdzących psów.
-To nie tak! Ona...
-Naruto przestań- wtrącił się Kakashi. Spojrzałam na niego.
-Hana zdradziła wioskę i musi zostać przesłuchana- przerwał mu Kakashi.
-W cale, że nie! To wszystko było celem misji! Ona jest niewinna!- krzyczał.
-A kto ci tak powiedział chłopcze?- usłyszałam ten szorstki głos, tego sukinsyna. Spojrzałam na niego morderczym wzrokiem. Blondyn nie mógł się przyznać co wydarzyło się podczas walki z Peinem. Obiecał ojcu.
-Po prostu to wiem...- powiedział.
-Czyżby? Uważasz, że ktoś taki jak ona wróciłaby do wioski?- zapytał.
-Ona ją zdradziła. Zaatakowała Hokage więc musi podjąć kare. Zabierzcie ją- przez cały czas nic się nie odzywałam. Widziałam jak blondyn zaciska pięść ze złości. Obaj dobrze wiedzieliśmy, że prawdę zna tylko pani Tsunade.
~~~*~~~
Rihanna-Russian Roulette
Siedziałam na krześle w ciemnym pomieszczeniu, a na przeciwko mnie Danzo, a za nim dwóch członków korzenia.
-Dalej będziesz milczeć?- zapytał. Patrzyłam na niego obojętnym wzrokiem.
-A ty dalej będziesz oszukiwał wszystkich? To ty chciałeś wybić klan Uchiha. To ty wszystko zaplanowałeś by przejąć władze nad Konohą. Zabiłeś moich rodziców.- warknęłam i zobaczyłam uśmiech na jego twarzy.
-Nie wiem skąd masz takie informacje. ale chętnie się dowiem- powiedział.
-Gówno powinno cię to obchodzić. Obiecuje, że jak tylko się uwolnię... zabije cię- warknęłam pochylając twarz w jego stronę.
-Czyżby?- zapytał.
-Pamiętaj, że to ja teraz sprawiam władze nad Konohą i mogę cię w każdej chwili zabić- powiedział. Zaśmiałam się na co zmarszczył brwi.
-Długo się nie nacieszysz tym mianem- uśmiechnęłam się. Przymknął oczy i ponownie wlepił wzrok we mnie.
-Ty się nie nacieszysz zbyt długo swoim życiem. Za tydzień zostaniesz strącona- powiedział wstając i odchodząc. Spojrzałam na kraty przez, które próbowało dostać się słońce.
~~~*~~~
Minął tydzień...Siedziałam w celi z przymkniętymi oczami czekając na kare śmierci. Przez tydzień nikt do mnie nie zaglądał, Danzo na to nie pozwolił. Z dworu dało się usłyszeć krzyki blondyna do strażników aby mnie wypuścili. Był środek nocy, spojrzałam na drzwi słysząc odbijające się kroki od posadzki. Drzwi otworzyły się delikatnie, a w nich stanął jeden ze strażników.
-Już czas-powiedział szarpiąc mnie za ramię. Włosy opadły mi na twarz, ręce miałam skute w łańcuchy. Wrzucili mnie do więziennego rydwanu i odjechali. Gdzie jechaliśmy? Tego nie wiedziałam. Usiadłam w rogu czekając na dojazd. Podróż trwała kilka godzin, aż w końcu rydwan się zatrzymał.
-Wysiadaj- warknął mężczyzna wypychając mnie ze środka. Rozejrzałam się, a dookoła zobaczyłam stos siana,a na nim gruby pień. Przywiązali mnie do pnia, przed sobą ujrzałam Danzo.
-Chyba nie myślałaś, że tak łatwo cię zabije? Lubię patrzeć na ludzkie cierpienie, a szczególnie tak pięknych kobiet-uśmiechnął się. Przed nim zjawił się członek korzenia, pokiwał głową.
-Niestety nie mogę być świadkiem tego cudownego przedstawienia. Mam ważną sprawę do załatwienia- powiedział.
-Spalcie ją, aby został z niej tylko popiół. Za dużo wie-dodał i zniknął. Dwóch jakiś mężczyzn spojrzało na mnie, nie byli z Konohy.
-A może najpierw się zabawimy?-uśmiechnął się jeden z nich podchodząc do mnie. Kiedy tylko mnie dotknął kopnęłam go w przyrodzenie, kleknął przede mną, a moja noga znalazła się na jego twarzy.
-Dotknij mnie jeszcze, a nic ci nie zostanie pomiędzy twoimi nogami-warknęłam.
-Ty dziwko!- krzyknął ten drugi podbiegając do mnie z kunajem w ręku. Nim zdążył podbiec do mnie dostał kunajem w tył głowy upadając mi pod nogami. Ten drugi zerwał się na nogi rozglądając się. Sama byłam ciekaw kto to był. Usłyszałam krzyk, a tego drugiego nie było. Moje węzły zostały przecięte przez co zostałam uwolniona, ale nadal nikogo nie było. Nie mogłam za wiele zdziałać ponieważ moją czakrę dalej blokowała ta przeklęta bransoleta na dłoni. Niedaleko mnie upadło rozszarpane ciało mężczyzny. Wyciągnęłam kunaj z głowy martwego chłopaka, chociaż tym mogę się bronić.
-Kim jesteś!- krzyknęłam. Przede mną znalazł się staruszek z wielkim uśmiechem na twarzy. Zaatakowałam go, a on odbijał każdy mój atak.
-Uspokój się dziewcze przyszedłem ci pomóc!- powiedział, a na mnie naskoczył wielki pająk. Kiedy leżałam pod nim i patrzyłam na niego zaczęłam się drzeć jak opętana.
-Zabierz to! Zabierz to!- krzyczałam
-Fifi zejdź z biednej dziewczyny!- powiedział staruszek podśmiewając się. Pająk zszedł ze mnie i schował się za dziadkiem. Automatycznie znalazłam się pół kilometra od nich.
-Nie bój się on ci nic nie zrobi! Jest łagodny jak baranek!- krzyczał.
-Nie, wole tutaj posiedzieć!- krzyczałam. Dziadziuś westchnął i kazał pająkowi zostać, a sam zbliżył się do mnie.
-Jesteś Hana prawda?-zapytał.
-Tak, a ty to?-zapytałam.
-Miko, król pająków-uśmiechnął się wyciągając do mnie dłoń.
-To znaczy, że masz ich więcej?- zapytałam podając mu dłoń, a on pomógł mi wstać. Pokiwał głową uśmiechnięty, a ja zbladłam.
-Nie wywołuj ich w mojej obecności...-mruknęłam.
-No cóż dziękuję za pomoc, ale na mnie już czas- dodałam.
-Sądzę, że nie. Przyszedłem tu po ciebie bo ktoś mnie o to poprosił.- powiedział, spojrzałam na niego.
-Kto?- zapytałam.
-Mój przyjaciel, któremu zawdzięczam życie, a po za tym trzeba też ci ściągnąć to- uśmiechnął się łapiąc moją dłoń. Minęło parę minut, a bransoletka na mojej dłoni upadła na ziemię.
-Skąd mam pewność, że nie kłamiesz?-zapytałam.
-A gdybym kłamał to uratowałbym ci życie i ściągnął to cudo z ręki?- zaśmiał się, a ja przewróciłam oczami.
-Poza tym on czeka na ciebie- uśmiechnął się. Moje myśli krążyło wokół jednej osoby.
________________________________________________
TADAM! HANA ŻYJE 0.0
Co wy bym jej nie uśmierciła :p Szczerze to pisałam ten rozdział na kacu i wyszedł taki jaki wyszedł xd Przepraszam, że tak długo czekaliście ale BRAK CZASU, a tym bardziej teraz jak zbliżają się święta! Młahh kocham święta! <3 Co byście chcieli dostać od św.Mikołaja? Zdradzać mi tu <3
Mimimimi coś mało tych komentarzy się robi -.- Ale dziekuję tym co są i mnie w tym wspierają! <3
niedziela, 24 listopada 2013
piątek, 15 listopada 2013
Nine
Minęło kilka dni odkąd moje relacje z Uchihą się zmieniły. Pamiętacie tamten dzień kiedy toczyłam się do pokoju? To nie Itachi mnie zaniósł, a był nim Kisame. Przez te dni wiele się wydarzyło w organizacji. Dwa dni temu Pein dowiedział się o śmierci blondyna, jego zabójcą nie był kto inny jak młodszy Uchiha. Siedziałam w pokoju odpalając papierosa za papierosem, był środek nocy, a ja za godzinę miałam wyruszyć na spotkanie starszego Uchihy z młodszym. Denerwowałam się, cholernie. W organizacji byłam sama z Tobim, Pein wraz z Konan wyruszyli na tajną misję. Nikt z nas nie wiedział na jaką, nie było ich już kilka dni. To była dobra okazja na wymknięcie się z siedziby. Spojrzałam na drzwi. Poczułam czyjąś obecność za nimi, zmrużyłam oczy gasząc papierosa w popielniczce. Nie mogłam rozpoznać czakry. Intruz? Westchnęłam i przymknęłam oczy, znalazłam się za drzwiami pokoju wbijając kunai przez ciało mężczyzny. Moja ręka wraz z kunaiem przeniknęła przez jego ciało. Duch?! Odwrócił się powoli w moją stronę, dostrzegłam pomarańczową maskę i zostałam kopnięta w brzuch po czym odleciałam kilka metrów uderzając o ścianę. Chłopak zbliżał się do mnie, a ja podnosiłam się powoli z ziemi opierając o ścianę.
- Co ty wyprawiasz? - warknęłam zła.
- Myślałaś, że nic o tobie nie wiem? Od razu kiedy przyłączyłaś się do Akatsuki, wiedziałem o twojej misji. O twoich planach i Itachiego. Porozmawiajmy na spokojnie, a wszystko ci wyjaśnię - nie widziałam jego uśmiechu, ale domyślam się że wpłynął na jego twarz cwany uśmieszek. Prychnęłam i rzuciłam się na niego atakując. Przeleciałam przez jego ciało. Kim, czym on jest do cholery! Poczułam jak wokół mojego ciała oplatają się łańcuchy. Znalazłam się z nim twarzą w twarz.
- Rzeczywiście wyrosłaś na piękną kobietę, pamiętam cie jako małą dziewczynkę -powiedział.
- Co? - spojrzałam na niego niezrozumiale. Nie odpowiedział, dostrzegłam ciemność przed oczami.
~~~*~~~
Obudziłam się, chciałam ruszyć rękoma i nogami. Związane. Siedziałam na jakimś krześle, a na szyi miałam jakąś obroże. Chciałam wydobyć czakrę ze swojego ciała, poczułam okropny ból na karku.
- Nie radzę, za każdym razem kiedy będziesz próbować wydobyć czakrę to obroża, którą masz na szyi będzie wydobywać bolące mrowienia. - powiedział z kąta pokoju wychodzący Tobi.
- Kim ty do cholery jesteś?- warknęłam wściekła.
- Hmm? Chociaż bardzo chciałbym ci to powiedzieć lecz nie mogę. I nigdy się tego nie dowiesz. Nikt się tego nie dowie. Nawet twój brat nie potrafił mnie zdemaskować i powstrzymać - uśmiechnął się. Spojrzałam na niego, a moje źrenice się powiększyły.
- Tak Hana to prze zemnie twój brat zginął. To ja wpuściłem Kyubiego do wioski, a teraz mam zamiar zniszczyć cała Konohe i resztę świata ninja. Zniszczę wszystkich, którzy staną mi na drodze, a oszczędzę tych, którzy będą mi posłuszni tak jak Pein. Kiedy mój plan "Księżycowe oko " się spełni, cały kraj ognia będzie w moich rękach. A do tego potrzebny jest mi tylko Kyuubi- obszedł moje krzesło, a ja słuchałam nie wydobywając słowa.
-Wiesz co dzieje się teraz w twojej rodzinnej wiosce? - zapytał.
- A raczej byłej wiosce - zaśmiał się. Patrzyłam na niego niezrozumiale.
- A nie wiesz. Pein zmiótł ją z powierzchni ziemi. Wioski już nie ma. - powiedział. Spuściłam głowę, a moje włosy zakryły mi twarz. Zacisnęłam dłonie w pięść. Co tu się dzieje? Jak to możliwe? Gdzie jest Itachi? Co z Naruto? Kucnął przede mną i uniósł mój podbródek na wysokość swojej maski.
- Itachi nie żyje. Sasuke dokonał zemsty - powiedział, a ja poczułam jak do oczu cisną mi się łzy. Nie mogłam w to uwierzyć. Chłopak cały czas do mnie mówił, ale jego słowa do mnie w ogóle nie docierały. Spojrzałam na niego i plunęłam mu w maskę. Wstał i poczułam mocne uderzenie na policzku.
- Uważaj co robisz - warknął.
- Pierdol się - syknęłam i poczułam kolejny cios, tym razem dwa razy mocniejszy, aż zakręciło mi się w głowie.
- Konan zabierz ją, wiesz gdzie - poczułam jak szarpie mnie za włosy wginając głowę do tyłu.
- A tobie kochanie dobranoc - powiedział puszczając i uderzając mnie z taką siłą, że spadłam z krzesła i straciłam przytomność.
~~~*~~~
Otworzyłam oczy. Byłam przez kogoś niesiona, po czym zostałam rzucona na ziemię. Ręce miałam nadal związane, a nogi uwolnione. Podniosłam głowę i ujrzałam przed sobą wielką twarz, a obok fioletowłosą i mężczyznę w pomarańczowych włosach. Stali tyłem, mogłam uciec. Wstałam po cichu się wycofując. Poczułam za sobą obecność i ból w plecach. Odleciałam kilka metrów upadając na ziemię.
- A ty gdzie? - warknął zakolczykowany mężczyzna. Był podobny do Peina, boże kim on jest! Chwycił mnie za włosy ciągnąc po ziemi. Ból był straszny musiałam go wytrzymać.
- Zajmij się nią, ja muszę zając się Nagato - powiedziała Konan znikając w kilku tysiącach karteczek. Czułam jak puszcza moje włosy i kopniecie w brzuch po czym drugie i kolejne i kolejne. Nie wiem ile tak trwało, za każdym innym uderzeniem w twarz, plecy, głowę, brzuch czułam coraz mniejszy ból. Aż w końcu wziął mnie półprzytomną na ręce.
~~~*~~~
- Mam niespodziankę dla Ciebie Naruto - powiedział Pein stając przed leżącym chłopakiem, który miał powbijane pręty w ciało tak aby nie mógł się ruszyć. Blondyn zaciskał zęby. Wioski już nie było, a on nie zdążył na czas do tego czuł, że przegrał walkę z Peinem. Dlaczego to musiało się tak wszystko wydarzyć? Przed sobą zobaczył kolejnego z sobowtórów Peina. On jeszcze nie wiedział, że to mnie trzyma i rzuca na ziemię. Ostatkami sił kucnęłam na ziemi oddychając ciężko. Kiedy podniosłam wzrok widziałam w oczach chłopaka złość, zdziwienie, smutek. Czułam jak łzy spływają mi po policzku.
- Przepraszam Naruto... -szepnęłam.
- Wiesz kto to jest? - zapytał Pein. Blondyn nie mógł wydobyć słowa, nadal patrzył na mnie.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytał mnie niemal krzycząc.
- Musiałam... -powiedziałam spuszczając głowę.
- Dla twojego dobra... -dodałam szepcząc.
- Zadałem ci pytanie dzieciaku - wtrącił się rudowłosy. Chłopak przez chwile milczał.
-Tak wiem - powiedział, a ja otworzyłam szeroko oczy.
- Zdrajczyni wioski. Nic nie warty śmieć, który porzucił swoich przyjaciół - powiedział, a ja przymknęłam oczy. Zabolały mnie jego słowa.
- Więc nie wiesz - uśmiechnął się Pein.
- Jest to Hana Namikaze. Siostra czwartego hokage, siostra twojego ojca, a jednym słowem twoja ciocia. Zdradziła wioskę tylko dlatego by chronić ciebie...
- Naruto nie słuchaj go to jest istne kłamstwo i... - poczułam uderzenie w policzek.
- Nie przerywaj mi - warknął Pein.
- Przyłączając się do Akatsuki, pełniła misję dla wioski. Nie robiła tego dla siebie lecz dla ciebie, a ty głupiutki we wszystko uwierzyłeś. To wszystko było zaplanowane, miałeś ja znienawidzić, a kosztem tego ona miała cie chronić. Cały zamach na hokage był zaplanowany - powiedział. Czułam wzrok blondyna na sobie, łzy spływały mi po policzku.
- Czy to prawda? - zapytał. Nie odpowiedziałam, nie mogłam.
- Chcesz dowodu? - zapytał rudowłosy podchodząc do mnie. Podniósł mnie z ziemi odwracając tyłem do blondyna i podnosząc bluzkę do góry.
- Na pewno pan Jiraya mówił ci o znamieniu twojego ojca, które ty też pewnie masz. Ona też -powiedział pokazując u dołu moich pleców znamię rodu Namikaze. Odwrócił mnie przodem do blondyna odgarniając włosy z mojej twarzy. Dopiero teraz dostrzegłam wielką dziurę. Czy tylko tyle zostało Konohy? Aż w końcu zatrzymałam wzrok na blondynie. Było z nim gorzej niż ze mną.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś? - zapytał mnie.
- Chciałam ci powiedzieć, ale po jakimś czasie. Ale kiedy dostałam tajną misję nie mogłam. Musiałam zrobić tak abyś mnie znienawidził i musiałam cię chronić... Wybacz Naruto - rozpłakałam się.
- To dlatego powiedziałaś do mnie przepraszam, kiedy uciekałaś z wioski - kiwnęłam głową.
- Przepraszam... Nigdy nie potrafiłam nikogo uchronić.. Ani twojego ojca, ani swoich przyjaciół, a nawet ciebie. - powiedziałam.
- Starczy tego gadania - rudowłosy odepchnął mnie na bok i zaczął powoli podchodzić do blondyna.
- Kogo to teraz obchodzi? Najważniejszy teraz jest Kyuubi, który jest mi potrzebny - powiedział Pein podchodząc coraz bliżej, a z jego rękawa wyszedł pręt. Czy on chciał go zabić? Nie mogłam na to pozwolić. Przymknęłam oczy. Przed oczami zobaczyłam całe swoje życie. Minato, Kushina, Itachi... Naruto, przepraszam was.
- A teraz! Wychodź lisie! - krzyknął mężczyzna stając przed leżącym blondynem. Zamachnął się. Otworzyłam oczy i z całych swoich sił zjawiłam się przed blondynem. Poczułam ogromny ból na klatce piersiowej. Z moich ust zaczęła spływać czerwona ciecz mieszając się z moimi łzami. Wszystko wyglądało jak w spowolnionym tępie. Pein zmarszczył brwi i jeszcze głębiej wbijał pręt w moje ciało, a mnie przeczesywał coraz to większy ból.
- Ty szmato! - warknął i odrzucił mnie na co najmniej siedem metrów. Naruto patrzył na nas z niedowierzaniem, strachem, wściekłością. Plunęłam krwią wiedziałam, że to koniec mojego życia w świecie shinobi. Poczułam mocne kopnięcie w brzuch, mój oddech stawał się coraz cięższy. Kątem oka dostrzegłam wbijający się we mnie pręt. Otworzyłam szerzej oczy, a przed moimi oczami zaczęła panować ciemność. To był koniec mojej historii, która zacznie się na nowo...
~~~*~~~
Otworzyłam powoli oczy. Gdzie ja byłam? Czy żyłam? Gdzie jest Naruto i Pein? Przed sobą widziałam tylko białą przestrzeń. Wstałam szybko rozglądając się w około. Spojrzałam na dłonie, a moje ciało pokrywała jasna aura. Czy byłam w niebie? Nie to nie możliwe... Było mi zimno, dłońmi obmacałam całe ciało by sprawdzić czy mam na sobie rany. Zero. Czy moja dusza błąka się w zaświatach? Do cholery gdzie ja jestem.
- Halo?! - krzyknęłam, a moje echo rozniosło się po całej przestrzeni. Co ja wyprawiam! Zaczęłam biec, spanikowałam. Potykałam się o własne nogi, aż w końcu upadłam na ziemię. Klęknęłam na ziemi próbując ułożyć pieczęcie. Nie było żadnego efektu.
- Jesteś duchem, nie masz żadnej mocy w sobie Hana. Czekałam na ciebie - usłyszałam głos dobrze znanej mi kobiety. Odwróciłam się powoli.
- To niemożliwe.. - szepnęłam do siebie, a łzy spłynęły mi po policzku.
______________________________________________________________
PRZEPRASZAM za tak długą nieobecność...Ale nie miałam czasu :(
Obiecuję poprawę :*
Co do sondy. Jestem mile zaskoczona, że aż tyle osób czyta moje opowiadanie. Jestem mile zaskoczona :)
64 aż was jest.
Naprawdę, aż tyle was to czyta? Aż nie chce mi się wierzyć! Kto to czyta?! :D
Chce podziękować za miłe komentarze od was :*
środa, 25 września 2013
Małe głosowanie :D
Witam :D
Wpadłam na taki pomysł aby zrobić małą sondę :) Ciekawi mnie to ile z was czyta opowiadanie, a ile wychodzi i wchodzi :) Zapraszam wszystkich czytelników do głosowania dzięki temu będę wiedziała czy moje rozdziały wam się podobają :D
Wpadłam na taki pomysł aby zrobić małą sondę :) Ciekawi mnie to ile z was czyta opowiadanie, a ile wychodzi i wchodzi :) Zapraszam wszystkich czytelników do głosowania dzięki temu będę wiedziała czy moje rozdziały wam się podobają :D
niedziela, 22 września 2013
Eight
Patrzyłam na niego, a jego słowa docierały do mnie bardzo powoli. " to nie ja go zabiłem..." przecież były na to dowody...Wybił klan i zniknął...Nawet nie przejął się śmiercią przyjaciela. Pokiwałam głową i odtrąciłam jego dłoń.
- Nie wierzę ci.. .- powiedziałam, a złość we mnie zaczęła powoli wzrastać. Jak on śmiał ?!
- Hana...
- Przestań ! - przerwałam mu ostro zaciskając pięść.
- Po śmierci Shisu wymordowałeś cały klan, zniknąłeś tak nagle! Bez żadnego pożegnania! Pomyślałeś o mnie? Nawet nie przejąłeś się śmiercią naszego przyjaciela... Zostawiłeś mnie... Kiedy Cię potrzebowałam... Nie interesowało Cię nic... Itachi nawet nie wiesz jak tęskniłam za tobą, jak cię potrzebowałam... Jak potrzebowałam twojej pomocy kiedy mnie zgwałcili... - mój głos łamał się coraz bardziej. Spojrzałam mu w tęczówki, przez chwilę zapadła cisza, a w jego oczach dojrzałam poczucie winy i smutek.
"Twoje oczy trochę smutne chyba patrzą prosto w moje i
Nic nie mówisz znów, ja milczę też.."
Pezet- Niedopowiedzenia
Odwróciłam wzrok. Ponownie podszedł do mnie, nie odepchnęłam go. Czemu? Sama tego nie wiem, może chciałam tego. Uniósł moją głowę, a ja ujrzałam w jego oczach uaktywniony sharinga. Zdrętwiałam, nagle obraz przerzucił się o kilka lat wstecz.
" -Nie możesz tego zrobić...-powiedział Itachi do swojego przyjaciela, który stał na urwisku tyłem do niego.
- Itachi przyjacielu mój... Muszę poświecić swoje życie dla dobra wioski obaj dobrze o tym wiemy. Wiesz dobrze co knuje nasz klan, a dla ciebie, dla Hany jak i dla mnie dobro wioski jest najważniejsze- usłyszał.
- Chciałem się z tobą spotkać ponieważ wiem jak zareagowała by na to Hana, a ty możesz mnie zrozumieć. Jeżeli się zabiję wioska będzie miała większą przewagę. Rozmawiałeś z hokage ? - dodał poważnym tonem.
- Rozmawiałem - odpowiedział krótko Itachi.
- Jesteś w stanie również poświęcić się dla dobra wioski ? - milczał przez chwilę.
-Itachi ? - odwrócił się do niego. Uchiha spojrzał na niego.
- Nienawidzę swojego klanu za to co zrobili... Dla mnie najważniejsza jest wioska, ty i Hana - odezwał się po chwili ciszy.
- Przekaż Hanie, że ją kocham. Chociaż wiem, że pała do ciebie większym uczuciem niż do mnie - uśmiechnął się.
- Shisui...
- Ty też ją kochasz... Ale musisz wiedzieć, jeżeli zdradzisz wioskę ona Cie znienawidzi. Ale zrobisz to dla niej i dla dobra wioski - przerwał brunetowi kontynuując swoją wypowiedź. Uchiha zamilkł.
- Zrób to co uważasz za słuszne... Żegnaj przyjacielu - ostatnie słowa Shisui"
Zrobiłam krok w tył. Z moich oczu zaczęły spływać łzy, pokręciłam głową. Oczy Uchihy wróciły do poprzedniej formy. Ogłupiałam... Nie wiedziałam co myśleć, jak się zachować. Czy to jest prawda? Shisu zabił się dla dobra wioski? A Itachi wybił klan i odszedł również dla dobra wioski? Miałam mętlik w głowie. Jeden popełnił samobójstwo, a drugi się poświecił... A co zrobiłam ja ? Nic... Nawet nie potrafię uchronić swojego siostrzeńca.
- Teraz znasz prawdę. Nie tylko ty jesteś szpiegiem dla wioski, przyłączyłem się do akatsuki pełniąc do końca życiową misję. Hokage i starostwo dali mi takie zadanie, abym wymordował klan i uciekł. Zostawiłem brata przy życiu, kiedy tylko stanie się silniejszy zemścił się na mnie. Wtedy pojawiłaś się ty i obudziłaś we mnie uczucia Hana... Kiedy zabijałem rodziców płakałem... Ostatnie słowa jakie usłyszałem od ojca były " Zrób to Itachi dla dobra wioski..." Przepraszam, że cię zostawiłem bez słowa ale musiałem. Dobrze wiem, że przyłączyłaś się do organizacji by chronić Naruto, wyczytałem to w twoich oczach...- mówił, a ja nie mogłam wydusić ani jednego słowa. Przeklęta starszyzna...Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Czy mu wybaczyłam? Nie wiem.
- Zostaw mnie samą na razie...- szepnęłam wychodząc z domku. Zniknęłam w ciemności lasu znajdując się nad jeziorkiem. Uklękłam na ziemi, a moje ciało ogarnął szloch.
~~~*~~~
Nie wiem ile czasu tak siedziałam i płakałam. Tak od wielu lat nie wylałam tyle łez jak dzisiejszej nocy, a noc się jeszcze nie skończyła. Shisui popełnił samobójstwo by chronić wioskę, a Itachi wymordował klan by również chronić mnie i wioskę, a ja przez tyle lat próbowałam go nienawidzić. Weszłam do domku i dojrzałam Uchihę, który siedział przed rozpalonym kominkiem.
"Jest tak samo, może tylko trochę smutno
I nie mówisz "dobranoc", i nie mogę przez to usnąć
I może trochę pusto"...
HuczuHucz - Gdyby nie to
Podeszłam do niego powoli lecz niepewnie. Wstał i spojrzał na mnie, bez zastanowienia przytuliłam się do jego klatki piersiowej. Przez chwilę staliśmy w ciszy, tak było dobrze. Tęskniłam za nim.
- Obiecaj, że już nie znikniesz... - szepnęłam.
- Nie mogę ci tego obiecać - odpowiedział, spojrzałam w jego tęczówki.
- Czeka mnie walka z Sasuke i nie wiem jaki będzie jej koniec
- Powiedz mu prawdę! - uniosłam głos.
- Myślisz, że mi uwierzy? - zamilkłam.
- Za tydzień w świątyni klanu Uchiha. Bądź tam wieczorem
- Ale...
- Bądź tam.. - przytaknęłam na znak zgody. Uśmiechnął się delikatnie, a mi znów się zachciało płakać. Z groźnej Hany zrobiła się bezradna Hana, a wszystko przez uczucia i przez niego. Poczułam jego ciepłe wargi na czole.
- Idź się połóż rano wyruszamy - powiedział. Przytaknęłam chciałam już odchodzić kiedy złapał mnie za dłoń przyciągając do siebie. Poczułam jego usta na swoich, które złączyły się w krótkim pocałunku. Delikatne muśniecie warg, za każdym muśnięciem pogłębiał pocałunek. Położył dłoń na moim karku przyciągając jeszcze bliżej. Dłonie przesunęłam po jego klatce piersiowej, oparł się czołem o moje. Oddechy przyspieszone, oblizałam wargi a on przesunął nosem wzdłuż mojej szyi. Zacisnęłam palce mocniej na jego koszulce kiedy składał pocałunki wzdłuż szyi do ucha.
-Dobranoc- wyszeptał odsuwając się. Czy byłam zawiedziona? Nie. Na moich ustach znalazł się delikatny uśmiech. Ucałowała jego usta po raz kolejny i zniknęłam za drzwiami pokoju zostawiając Uchihę.
~~~*~~~
Wracaliśmy do siedziby rozmawiając. Oboje ustaliliśmy, że w organizacji zachowujemy się tak jak wcześniej. Wymyśliliśmy plan jak opuścić organizacje i wrócić do wioski. Uprzedzić ją o zbliżającym się niebezpieczeństwie. Itachi odbędzie walkę z Sasuke i upozoruje swoją śmierć, albo powie bratu prawdę chociaż obaj wierzymy, że to nie pomoże, a pogorszy sytuację. Itachi opowiedział mi o swoim spotkani z Naruto. Przekazał mu coś o czym nie chciał mi powiedzieć.
Weszłam do organizacji, a Uchiha za mną. Zachowywaliśmy się tak jak wcześniej Itachi zdał raport liderowi po czym kazał nam opuścić pomieszczenie. Po wszystkim poszłam się odświeżyć, a w łazience zobaczyłam kartkę. "Nie przesadzaj z tą wrednością .." Zaśmiałam się pod nosem. Może trochę za bardzo go wyzwałam u lidera? Wszyscy są powiadomieni o śmierci Kakuzo i Hidana, ale jakoś nikt się tym za bardzo nie przejął. Ja również. Należało im się to, a szczególnie Hidanowi. Kiedy się odświeżyłam poszłam do salonu gdzie siedział Tobi, Kisame, Deidara i grali w karty przy butelce sake. Uśmiechnęłam się, lubiłam sake.
- Gram z wami - mruknęłam
- Masz tyle pieniędzy? - zakpił blondynek, uniosłam jedną brew ku górze.
- Będę je miała kiedy cie ogram paniusiu- uśmiechnęłam się cwanie, a Kisame wybuchł śmiechem. Oczywiście większość pieniędzy zgarniałam ja. Kieliszek za kieliszkiem, papieros za papierosem. Alkohol działał, a ja nie miałam dosyć. Tobi zniknął gdzieś nagle i nie wrócił. Kisame poszedł do siebie, a ja siedziałam z blondynem opróżniając kolejną butelkę W pewnej chwili wstałam już nie mogąc...Wylałam kieliszek na stół. Nawet nie wiem kiedy i jak zatoczyłam się do pokoju. Pamiętam tylko, że ktoś chyba mnie zaniósł.
"Nie chce mi się pić już, to wylewam te resztki do zlewu,
banalne - kiedyś nie wylałbym,
wyjebałbym do końca, nawet, jakbym się zrzygał tym..."
VNM - Na Weekend
_______________________________________
No więc wróciłam z zagranicy! Długo czekaliscie na mnie ^^ Wiem , wiem brzydka ja :D
Powiem wam szczerze, ze nie jestem zadowolona z tego rozdziału -.- Dla mnie jest banalny...
Ale powiem wam, że po tym wyjeździe za granice wena mi pouciekała -.-
Makiko chan: Ooo nawet nie wiedziałam ale teraz już wiem :D Jest Itachi jest i będzie go coraz więcejjjjjj :D Ciesze się bardzo, że ci się podobał poprzedni rozdział. Ale ten chyba ci się nie spodoba xd
Akari: Powiem ci szczerze to próbuję opisywać sytuacje z mangi, a przynajmniej tak opowiadanie poprowadzić. Chociaż po tym wyjeździe za granicę trochę wena mi uciekła xD
Hanare: Hana tak! Z niej jest ostra i seksowna babka sama bym ja brała. Jest taka jak ja xD Ale ja jestem ładniejsza ^^
Chi: Ty chyba czekałas najbardziej na ten rozdział :*A te jutsu Hany jest dla mnie banalne -.- Jakos ostatnio wybredna jestem xd
Raikes: A weź jak ktoś dotknie moich włosów to pozabijam normalnie -.-Jezu jak ktoś moje buty rusza i depta to zabijam -.-
Mikinnou: Wiesz co ci powiem? Jak zobaczyłam te zdanie to sama pomyślałam ale debil ze mnie xD Chyba się trochę pogubiłaś w poprzednim rozdziale :D
Mikorie: Boże nie dość, że długość twoich notek mnie zadziwia to i długość komentarzy *.* Z poprzedniego byłam zadowolona ale z tego nie jestem xd
Mrs Pe: A no nie wiem czy Hana cos ten z Itachim musisz sie jej spytać :D Jo ale z tego nie jestem zadowolona xD
Hyuna-chan: Z poprzedniego byłam zadowolona ale z tego nie jestem xd
Amane: Jesu twoje komentarze są zadziwiająco długie *.* Co za książkę czytałaś? Twój komentarz nie był chujowy -.- Był bardzo miły :*
Zochan: Powiedz gdzie ty byłaś tyle czasu?! Ja wiem, że moja Hana jest cudna :D Zresztą jak ja xD Nie no co ty :p Jak znajdę więcej czasu to zajrzę :)
Mamiya: Powiem szczerze, że twój komentarz mnie najbardziej zainspirował :) Był bardzo szczery i pomocny. Dziękuję, ze wyraziłaś naprawdę szczerą opinię :*
Ayana-chan: Jo te moje kochane powtórzenia ja już tak mam niestety -.- Poprzedni rozdział mi sie podobał, ale z tego nie jestem zadowolona -.-
Dusty: Uśmierciłam Hidana i Kakuzo bo staram sie prowadzić te opowiadanie według mangi :)
Sora: Powiem ci właśnie, że nie chciałam z Hany robić takiej słodziutkiej dziewczynki. To nie mój typ :)
A kiedy u Ciebie rozdział? ;>
Sasame: Ty moja kochana!!! Hahahah twój komentarz jaki pouczający :( Kurwa ale sie naśmiałaś pewnie ja też jak czytałam twój komentarz i mi błędy wytknęłaś xD ale wiesz jaka jestem ja to jestem ja xD
A tutaj macie skraweg zdjęcia Hany i Itasia :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)
